Nazwa tak ważna

      Czym jest nazwa? Sama w sobie nie ma znaczenia, dopiero w połączeniu z czymś, co opisuje, nabiera sensu… Trochę mnie przerażają obecne czasy… To, co dla mojego pokolenia było czymś zwyczajnym, staje się dzisiaj wyjątkowe i niesamowite, do tego stopnia , że tym „zjawiskom” nadaje się nazwy i uważa się je za coś nowego, odkrywczego… 

nazwa

      Czy leniuchowanie pod kocykiem z kawą i książką przy kominku musi się nazywać hygge, zdjęcie zrobione samemu sobie selfie, a własnoręcznie wykonane rzeczy diy? Czy naprawdę wszystko musi mieć nazwę? Tym bardziej, że osoby, które te nazwy nadają, automatycznie czują się twórcami… A może dlatego, że w dzisiejszych czasach trudno być naprawdę twórczym, bo przecież wszystko już kiedyś wymyślono…

      Kiedyś byliśmy zmuszeni do kreatywności, bo wielu rzeczy nie było, uważaliśmy to za normalne… Nie chcę zostać źle zrozumiana, należę do entuzjastów, kocham życie i pasjonatów, ale coraz więcej dzisiaj sztuczności i pozoranctwa. Umyka prawdziwy sens, a zostają modne określenia, często wymyślane przez speców od marketingu i ogłupiania. Nazwa zaczyna żyć własnym życiem…

      A już całkowicie oniemiałam, kiedy przeczytałam w jednej z gazet, że zaczynają być modne rozmowy telefoniczne, bo to jednak zbliża bardziej, niż smsy, czy messenger… Normalnie wraca średniowiecze… (sarkazm…)

      Gubimy się, w poszukiwaniu idealnego życia serwowanego przez wszelakie media, nie umiemy żyć swoim własnym. Robimy rzeczy, których nie lubimy, kupujemy nie to, co się nam podoba. I wbrew pozorom nie jest to nic nowego, takie zachowania istniały od zawsze, właściwie, od kiedy istnieje ludzkość. I jeśli korzystając z tego wszystkiego, potrafimy mieć swoje zdanie i dokonywać wyborów, to nie ma w tym nic złego.

      Najważniejsze w tym wszystkim, to zachowanie równowagi, odnalezienie wewnętrznego spokoju, szacunek do samego siebie. Ludzie, którzy lubią i szanują siebie, lubią i szanują innych ludzi.

      Warto się inspirować, ale nie ma sensu wszystkiego naśladować. Nie musimy być tacy jak wszyscy i właśnie to, że się od siebie różnimy jest takie piękne, bo każdy z nas wnosi inną wartość, w każdym jest coś wyjątkowego.

 

Dzieci i ich radość życia

       Pojawił się ostatnio w internecie filmik/pastisz pokazujący, co by było, gdyby mamy zaczęły się zachowywać jak dzieci … w negatywnym sensie, jako odpowiedź na nawoływanie do pozostawania dzieckiem. Wszystko pięknie, tylko jedna uwaga – czy gdzieś ktoś mówił, żeby dorośli zachowywali się jak rozkapryszone i rozwydrzone bachory…

       Chodzi o sposób patrzenia na świat, o spontaniczną radość, o spuszczenie z tonu. Ale w dzisiejszych czasach jest moda na plan, sztywne reguły, podręcznikowe działania. Nie ma miejsca na intuicję, na uczucia i emocje. W rezultacie dzieci nie są wychowywane, tylko HODOWANE.

        Panuje jakieś idiotyczne przekonanie, że osoba dojrzała ma „naburmuszoną” minę, robi tylko to, co wypada i oczywiście wie wszystko (to znaczy na ogół tak jej się tylko wydaje).

        Ludzie stają się cyborgami i tworzą kolejnych sztucznych ludzi. Co wcale nie oznacza, że mają jakieś zasady i są dobrzy…

        Pokażmy swoim dzieciom, że jesteśmy omylni, że popełniamy błędy, to najlepsza szkoła życia, ale pokazujmy też, że mamy cele, dążymy do czegoś, że ciągle mamy marzenia i próbujemy je spełniać. Dzieci zawsze wyłapią sztuczność i sprzeczności. Dla nich mniej ważne jest to, co mówimy, ale bardzo ważne jest, to, co robimy.

        Postawmy na przepiękny, intuicyjny instynkt macierzyński. Pokażmy, że nie jesteśmy idealni, bo ideał jest zbyt subiektywny i dla każdego z nas, co innego oznacza. Wspierajmy się, zamiast gnębić i sprawiać przykrość. Szanujmy, ale wyznaczajmy granice. Wychowujmy, a nie kupujmy i przekupujmy. A przede wszystkim kochajmy, przytulajmy i bądźmy wsparciem…

Święta

          Święta Bożego Narodzenia są dla mnie synonimem dzieciństwa, radości i beztroski. To czas, który możemy pięknie wykorzystać i zarażać się wzajemnie cudownym nastrojem. W tym roku usłyszałam od swoich dzieci piękne słowa: „wiesz mamo, w tych świętach wcale nie chodzi o prezenty, ale o to, że jesteśmy razem, miło i wesoło spędzamy czas”. I jestem z tego powodu strasznie dumna.

          Niestety wielu ludzi psuje nastrój tych świąt narzucając sobie różne rzeczy… Wielkie imprezy z odległą rodziną, z którą widują się raz na rok i niewiele mają wspólnego; mnóstwo jedzenia, które potem wyrzucają; sprzątanie jakby sprzątali tylko ten raz w roku; wszystko według zegarka i na pokaz; do tego duże ilości alkoholu i kobiety marudzące przez cały grudzień, że nie mają na nic czasu…

          Lepiej spotkać się w kameralnym gronie i czuć się swobodnie, luźniejsza atmosfera sprzyja dobremu nastrojowi, nie trzeba wtedy grać… Jedzenie – po co tyle tych potraw, zróbmy kilka odświętnych dań, a nie kilkadziesiąt, przygotujmy je wspólnie, ale nie szykujmy dla całej armii, wydaje mi się, że w świętach nie chodzi o obżarstwo… Sprzątanie… często mam wrażenie, że to jest przede wszystkim pokaz dla sąsiadów, bo trzepanie pięć razy tego samego dywanu w ciągu dwóch tygodni jest osłabiające. Zresztą ja zawsze powtarzam, że staram się o dom dbać na bieżąco, a nie od święta, dlatego nie muszę robić jakiś generalnych porządków… Alkohol – jest dla ludzi i w umiarkowanych ilościach może sprawić przyjemność, nie trzeba spadać pod stół, żeby dobrze się bawić…

          Dość marudzenia 🙂 Dlaczego ja tak uwielbiam te święta. Cały grudzień jest u nas magiczny… Na początku grudnia przyozdabiamy dom, zazwyczaj tylko w środku, bo to nas ma cieszyć i ludzi, którzy nas odwiedzają. / Kiedyś jeden pan mi powiedział, że wcale tych moich lampek na zewnątrz nie widać… 🙂 , nie mógł się nadziwić dlaczego…

          Pierniczymy 🙂 , czyli wspólnie robimy domowe pierniczki, zazwyczaj około trzy razy. Pierwsze znikają od razu. Często w szykowaniu i ozdabianiu pierniczków towarzyszy nam rodzina lub przyjaciele. Te pierniczki to było moje marzenie, od kiedy pierwszy raz przeczytałam „Dzieci z Bullerbyn”. Robimy je rok rocznie, od jakichś dziesięciu lat.

          Nie zawsze to nam wychodzi, ale staramy się wysyłać tradycyjne kartki świąteczne. W tym roku będą własnoręcznie zrobione. I znowu podkreślam, że ważne jest, żeby nic sobie nie narzucać, bo planowanie zabiera cały urok…

          Dzieciaczki odliczają czas do świąt przy pomocy kalendarza adwentowego, słuchamy świątecznej muzyki i oglądamy wspólnie świąteczne filmy (zazwyczaj przed świętami, bo w święta wolimy spędzać czas na wspólnych zabawach) – w tym roku udało nam się znaleźć starą bajeczkę z czasów mojego dzieciństwa „Gwiazdkowy prezent” ( The Christmas Toy, Jima Hensona), polecam serdecznie, dzieci były zachwycone, a mi się łezka w oku zakręciła… Staramy się też przeczytać wspólnie przed świętami wspaniałą i ciągle aktualną „Opowieść wigilijną” Karola Dickensa.

          Choinkę zazwyczaj przywozimy do domu i ubieramy w Wigilię, zawsze żywą (mamy pana, które specjalnie po to hoduje choinki), to jest tradycja z mojego rodzinnego domu, którą uwielbiam, bo podkreśla wyjątkowość tego dnia. 🙂

          I tak już ze mną jest, miał być krótki wpis (pewnie już ostatni w tym roku), a wyszło jak zwykle… 🙂 Życzę Wszystkim moim kochanym Czytelnikom wspaniałych, radosnych, pachnących choinką i pierniczkami, rozśpiewanych i bardzo rodzinnych Świąt. :*

Śmierć za życia

          Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie książka Bronnie Ware „Czego najbardziej żałują umierający”. Nie będzie to recenzja, ale polecam serdecznie lekturę. Wbrew pozorom nie jest to książka o śmierci, ale o życiu…

          Śmierć… Dlaczego nas tak przeraża, chociaż jest nieuchronna, a z drugiej strony żyjemy lekceważąc ją, jakby miała nas nie dotyczyć. Każdy boi się śmierci, ja też, pewnie głównie dlatego, że jest jedną wielką nieznaną, a najbardziej boimy się nieznanego, nieoswojonego.

          W wielu kulturach śmierć jest traktowana zwyczajnie, jak element życia. Nas od małego straszy się śmiercią, przedstawia się ją jak coś bardzo złego i to jest chyba jeden z powodów naszych ciągłych obaw. Tak samo jak przemijanie, starzenie się – wielu ludzi nie lubi urodzin, nie przyznaje się do swojego wieku. A wbrew pozorom czas jest naszym sprzymierzeńcem, tylko z tego, co dostajemy, musimy dobrze korzystać. Nieuchronność śmierci powinna nas mobilizować i pozwalać na jak najlepsze wykorzystanie naszej krótkiej chwili we Wszechświecie, czyli życia. A my marnotrawimy czas, a potem nie ma już do kogo mieć pretensji…

          Mnóstwo ludzi tak bardzo odsunęło się od tematu śmierci, że gdy się zbliża lub dotyczy bliskich osób zaczynają robić straszne rzeczy. Moim zdaniem jedną z najgorszych jest „oddawanie” ukochanej osoby do szpitala lub domu opieki… Nikt nie jest cudotwórcą, a śmierć i tak w końcu nastąpi i każdy intuicyjnie czuje, kiedy człowiek gaśnie, więc dlaczego właśnie wtedy, kiedy potrzebuje on najwięcej miłości jest odrzucany, oddawany w obce ręce, które nawet najbardziej przyjazne, nie zastąpią obecności kochających osób. To nie jest łatwe zadanie, ale przed śmiercią ludzie najbardziej potrzebują życzliwości, nie opieki medycznej, igieł, aparatury, czy leków. Podobnie jak Bronnie Ware miałam okazję towarzyszyć kilku osobom w takich trudnych chwilach…

          Kiedyś usłyszałam bardzo piękne słowa od człowieka, któremu umarła żona, że miał zaszczyt i szczęście towarzyszyć jej do końca jej drogi, ale też miał możliwość pozamykać wszystkie sprawy. Nie każdy ma taką szansę, pożegnać się, wybaczyć, uzyskać wybaczenie…

          Śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia – oczywiste? Niestety, dla większości nie. Ludzie gonią za pustymi rzeczami, nie myślą o bliskich, pragną sukcesów, pieniędzy i … zostają sami…, bo więzi międzyludzkie są najważniejsze. Wymuszona pozycja w społeczeństwie nic nie znaczy, bo gdy tracisz władzę, przestajesz się liczyć (a propos dygresja 😉 – co roku przed świętami czytam z rodzinką  „Opowieść wigilijną” Karola Dickensa, bo pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, zachęcam do tej wiecznie aktualnej klasyki).

          I właśnie podopieczni Bronnie Ware uświadamiają jej, że nie warto żyć według cudzych zasad, bo nasze życie jest nasze i to my na łożu śmierci będziemy żałować swoich decyzji (bo wtedy okaże się, że zawsze były one tylko nasze), nikt inny. A czego żałują umierający? – zapraszam do przeczytania książki i zastanowienia się nad własnym życiem. Czy aby nie jest ono tylko filmem klasy B, wymyślonym na potrzeby innych…

Las harmonii

       Piękny las, magiczny, tajemniczy, czasem trochę straszny… Ale zawsze działa kojąco, jest bramą do innego świata, zaczarowanymi wrotami. Przez taki portal codziennie wracam do domu, mojego azylu, miejsca spokoju i radości, gdzie troski znikają.

       Ten las to moje duchowe katharsis, pozwala mi zachować równowagę. Przenosi mnie do lepszego świata, świata miłości, dobrych słów, wzruszeń, uniesień, ale i drobnych niesnasek, szczerych zachowań.

       Udało mi się stworzyć dom, o którym zawsze marzyłam (ale też taki, jaki miałam w dzieciństwie), przyjazny, serdeczny, mięciutki jak pluszowy miś i otulający jak ulubiony kocyk, pachnący pyszną kawą i domowym jedzeniem, dom pełen śmiechu i rozmów. Dom złożony z ludzi, którzy się kochają i którzy dobrze o sobie myślą.

       Wspólnie mamy wielką moc, bo jednak człowiek to „stadne zwierzę”. Ważne tylko, żeby wybierać właściwych ludzi. Mnie otaczają wspaniałe osoby, ale też zawsze staram się widzieć w ludziach dobro i co jest niesamowite, znajduję je…

       Wielu ludzi ma wizję dotyczącą tego jak powinno wyglądać czyjeś życie. Całe mnóstwo ludzi, którzy mnie nie znają, wymyśla scenariusze, zazwyczaj negatywne, bo dla wielu ludzi, którzy są nieszczęśliwi, namiastką szczęścia jest niedola innych… Strasznie to smutne…

       A ja życzę dobrze nawet tym ludziom, którzy myślą i mówią o mnie i mojej rodzinie złe rzeczy, bo nie chcę być taka jak oni… Bardzo mi smutno, że poświęcają swój cenny czas i marnują energię bez sensu, zamiast tworzyć, działać, rozwijać się.

       A ja mam swój świat, to jest świat Ani z Zielonego Wzgórza, pozytywnej, uroczej dziewczyny, która wierzy, że dobro zawsze zwycięża, która nie chowa uraz, bo marzy tylko o tym, żeby było miło i radośnie, żeby ludzie byli zadowoleni z siebie i swojego życia. Niestety wiem, że to nie brzmi dobrze, gorzej, to nie brzmi dorośle, to jest niepoważne…

       Spójrzmy na przyrodę, bez naszej obecności panuje w niej idealna harmonia, porządek, cykliczność. Potężny Wszechświat i my małe kropeczki, krótkie chwile. Tak mało mamy wszystkiego i tak trwonimy to, co dostajemy, jakby nasze życie nie miało końca…

       Życie jest piękne, tylko trzeba się starać, nie ma nic za darmo. A ludzie, którzy źle myślą o innych, tak naprawdę bardzo źle myślą o sobie i jest im lżej, kiedy przeleją złe emocje.

       A las będzie zawsze, jego szum wyciszy i zrozumie wszystkie przeżycia, jego potęga uświadomi jak błahe są nasze troski. Przyroda przyniesie ukojenie…

Wolność wyboru

          Myślę, że żeby tak naprawdę mieć pozytywne nastawienie, trzeba zauważać jak nasze życie jest normalne, dobre i wspaniałe. Jakie mamy szczęście, że żyjemy w dość stabilnych czasach. Jeśli chcemy, możemy bardzo dużo, nie ma w naszym kraju wojny, a system jest dość przyzwoity.

          Ale niestety, może będziemy musieli wyjść ze strefy komfortu, bo są ludzie, którzy twierdzą, że wiedzą lepiej jak mamy żyć. Czy nie podążamy w kierunku dyktatury… I o co walczyli nasi przodkowie… Po co nam to wszystko było, jeśli garstka ludzi może to wszystko zepsuć…

          Jestem kobietą, matką dwójki cudownych dzieci, żoną, człowiekiem… Staram się być dobra, chociaż jak każdy popełniam błędy, ale nigdy, przenigdy, nie uczyłam nikogo moralności. Wszyscy znamy zasady, a mimo to pośród nas żyją pedofile, gwałciciele, mordercy. Czemu z nimi nie rozprawić się porządnie. Nie… lepiej przyczepić się do kobiet, bo przecież jeszcze za mało mają problemów żyjąc w tym kraju, gdzie w wielu miejscach kobieta jest traktowana jak człowiek drugiej kategorii.

          W sumie, kto by się przejmował życiem kobiety… a, że ratując życie uszkodzonego płodu, który i tak nie będzie żył, kobieta może osierocić pozostałe swoje dzieci, to nieważne. Że zaszczuta i napiętnowana młoda dziewczyna wyrzuci dziecko do śmietnika, to nieważne. Że uszkodzone, niepełnosprawne dzieci żyją często w strasznych warunkach i są wykorzystywane, również seksualnie, to nieważne. Że mnóstwo jest żyjących niekochanych i niechcianych dzieci, to nieważne…

          Nikt nie chce prowadzić selekcji, nie o to chodzi, ale sama natura taką selekcję prowadzi i to o wiele brutalniejszą, eliminując jednostki uszkodzone, z wadliwym materiałem genetycznym, wytworzone na przykład z nieodpowiedniej mieszanki genów, po to, żebyśmy mniej chorowali, byli zdrowsi, wytrzymalsi…

          Są wspaniałe kobiety, które całkowicie poświęcają się dla chorych dzieci, chociaż znają ich brak perspektyw, chociaż każdy ich dzień przepełniony jest wspólnym bólem i cierpieniem. Podziwiam je bardzo, jest to akt heroizmu, którego tak naprawdę nikt nie docenia. Bo przecież jak mnie to nie dotyczy, to nie istnieje. Co więcej osoby, które nie doświadczyły takiego nieszczęścia, uczą swoje dzieci nietolerancji wobec inności i szykują dla tych przyszłych dorosłych straszny świat.

          A może ludzie, którzy tak łatwo piszą ustawy i podejmują decyzje, obejmą opieką (chociaż finansową) kilka takich rodzin. Niech spędzą jeden dzień jako matka-pielęgniarka, matka-służąca, matka-opiekunka. Niech poczują tą bezsilność, tą codzienną walkę, między miłością i tragedią. I tak osoba, która musi podjąć dramatyczną decyzję dotyczącą zakończenia ciąży będzie bardzo cierpieć i będzie pełna wątpliwości.

          Jeśli aborcja ma być zakazana, to pójdźmy dalej, zabrońmy cesarskich cięć (zostawmy to naturze/Bogu, jak kto woli), nie operujmy, nie leczmy, pozbądźmy się telewizji, internetu, środków transportu, domów. Zostawmy wszystko losowi, wróćmy do Średniowiecza, albo jeszcze dalej. A może to o to chodzi, głupimi i biednymi łatwiej rządzić…

          Nie dajmy się zwariować, nie oceniajmy, nie głośmy, że nasza racja jest jedyna we Wszechświecie, nie wiemy tego. Przestrzegajmy zasad, ale dopuszczajmy różne scenariusze. Nigdy nie wiemy z czym w życiu przyjdzie nam się zmierzyć i co odmieni całkowicie nasze myślenie.

          Sobie i wszystkim moim Czytelnikom życzę, abyśmy jak najrzadziej musieli podejmować ciężkie życiowe decyzje, a ludzi, którzy stają przed takimi wyborami wspieram z całego serca, bo nie wiem, czy potrafiłabym dokonać wyboru, czy ja mam żyć, czy ktoś…

Polubić siebie

          Polubić siebie… Wiele osób od razu bardzo się zdziwi, ale jak to, przecież to chyba oczywiste. Wcale nie takie oczywiste, a im jestem starsza, tym istotniejsze mi się wydaje…

          Dlaczego nie lubimy siebie – bo źle się oceniamy, jesteśmy dla siebie surowymi krytykami, bo staramy się spełniać czyjeś oczekiwania, bo chcemy być tacy jak inni, aż wreszcie, ponieważ wpojono nam, że polubić siebie to znaczy być egoistą i egocentrykiem…

          Moim zdaniem zaczyna się od porównywania, na początku wyglądu, z czasem również charakteru… Tylko po co się porównywać, to jaki zbiór genów i cech zewnętrznych otrzymamy, nie jest naszą zasługą, ani winą, więc po co to robić? A czy nasz typ urody komuś odpowiada… Rzecz gustu… Oczywiście każdy chce się podobać… ale nierzadko jest tak, że zadbany człowiek pociąga nas o wiele bardziej niż ten naturalnie piękny, ale niechlujny…

          Kolejny trudny temat to charakter, bardzo złożona sprawa, a wielu ludzi mierząc swoją ciasną miarką od razu nas kategoryzuje, nawet nie próbując poznać… Nie stara się zobaczyć w nas człowieka, patrzy jedynie przez pryzmat naszego zawodu, osiągnięć, tego, co posiadamy, powiela stereotypy…

          Dlaczego warto polubić siebie:

bo jeśli jesteśmy dobrzy dla siebie, jesteśmy lepsi dla innych,

jesteśmy szczęśliwsi i ludzie wokół nas też są szczęśliwsi,

stajemy się bardziej atrakcyjni dla innych,

– mamy większe możliwości i większą szansę na wspaniałe osiągnięcia,

– jesteśmy odważniejsi i bardziej zdeterminowani,

chętniej przejmujemy inicjatywę, zamiast biernie czekać, co przyniesie los…

          Oczywiście, nie piszę o popadaniu w samozachwyt. Krytyczna ocena jest tak samo potrzebna jak zdrowy egoizm.

          Nie oceniajmy innych, nie wiemy dokładnie, co przeszli. Wbrew pozorom każdy z nas tak samo boi się oceny, szczególnie negatywnej… Nie rywalizujmy – zdrowa rywalizacja jest moim zdaniem możliwa tylko w sporcie, w pozostałych dziedzinach kooperacja zawsze daje więcej… Nie porównujmy, każdy jest wyjątkowy i ma przynajmniej jedną niepowtarzalną cechę, każdy.

          Piszę to wszystko, nie dlatego, że chcę być czyimś mentorem. Sama się tego uczę każdego dnia. Próbuję uwolnić się od pewnych głupich schematów i przestać przepraszać, że żyję… Nie jestem niczyją własnością, nikt nie jest, nasze dzieci też nie są naszą własnością, chociaż wielu ludzi sądzi, że ma akt własności na dziecko, żonę, męża… o każdy drobiazg w życiu trzeba dbać, nic nie jest nam dane…

          Niestety większość ludzi woli pozory, bo tak łatwiej… Życie wymyślone dla sąsiadów, znajomych, potwierdzone na facebooku… Urocze… i straszne jednocześnie. Życie na pokaz jest moim zdaniem najgorszą formą egozimu i najgorszym sposobem na podbudowanie własnej wartości…

          Dlatego trzeba polubić siebie, nasze zalety i wady. Trzeba zrobić coś dla siebie, żeby codziennie stawać się lepszym człowiekiem.

Kibicowanie ma moc

          Kibicowanie ma niesamowitą moc jednoczenia ludzi. To jest ta magia sportu, która pozwala nam rywalizować w cywilizowany i pokojowy sposób. A dziedziną sportu, która jest znana na większości kontynentów i którą fascynują się miliony ludzi na całym świecie jest piłka nożna, zachwycająca nieprzewidywalnością…

          Kibicowanie własnej drużynie w czasach względnego pokoju na świecie jest formą patriotyzmu, bo nie oszukujmy się odrobina takiej zdrowej i rozsądnej przynależności narodowej jest nam w życiu bardzo potrzebna.

          Osobiście nie przepadam za rozgrywkami ligowymi… Nie rozumiem jak można wybrać jakiś klub i mu kibicować, skoro stale zmieniają się w nim piłkarze, ale oczywiście to moje subiektywne odczucie… Natomiast kibicowanie w Mistrzostwach Europy, czy Świata, to już zupełnie inna bajka… A w tym roku, nasza kochana drużyna dostarcza nam tylu pozytywnych emocji, że nawet osoby, które niezbyt interesują się sportem dziś wieczorem obowiązkowo powinny kibicować w tej historycznej rozgrywce.

          POLSKA-PORTUGALIA! ĆWIERĆFINAŁ! Dawno nie byliśmy tak dumni!

          Tworzymy właśnie nową historię, a Polacy nie raz udowadniali, że potrafią. Mamy wspaniałych sportowców i w ogóle wspaniałych ludzi, więc bez kompleksów sięgajmy po najwyższe trofea.

          DO BOJU KOCHANA POLSKO!

          Już jesteśmy dumni, ale z wielką nadzieją czekamy na dzisiejszy mecz…

Mama na zawsze

                Mama to istota niezwykła. Osoba, która jest w stanie poświęcić dla swojego dziecka wszystko, łącznie z własnym życiem. To ona jest przy nas zawsze, kiedy potrzebujemy pomocy i przytulenia, ale także wspiera nasze działania i cieszy się sukcesami.

                Mama kocha bezinteresownie i bezwarunkowo. Dopiero kiedy dorastamy i sami mamy dzieci, zaczynamy to rozumieć… Po co było to wszystko… Te wszystkie drobiazgi, które w dzieciństwie doprowadzały nas do szału… Po to, żebyśmy wyrośli na dobrych i mądrych ludzi.

                Dziękuję Ci Mamo za to… ❤

                Nie wszyscy mają takie szczęście jak ja. Nie mogą cieszyć się swoją mamą, patrzeć jak staje się babcią. Wiele bliskich mi osób straciło swoje mamy – nie wyobrażam sobie ich cierpienia… Ja nawet nie potrafię o tym myśleć. Mama jest na zawsze mamą i nawet w dorosłym życiu, jedną z ważniejszych osób.

                Pamiętam, jak pewnego dnia dotarło do mnie, małego dziecka, że rodzice kiedyś umrą… Ta myśl przerażała mnie kiedyś i przeraża mnie nadal, chociaż sama jestem już dorosła i mam własne dzieci. To w dużej mierze dzięki naszym rodzicom jesteśmy tacy jacy jesteśmy, to oni tworzą podwaliny.

                I jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, a piszę to mając podwójną perspektywę (jako mama i jako córka), co do miłości waszych mam, to powiem, że nie ma bardziej szczerego i czystego uczucia. Co więcej, ta relacja nigdy nie przemija, zmienia się, przechodzi przez różne etapy życia, ale zawsze jest tak samo wspaniała.

                Doceniajcie swoje mamy, a dziś w tym szczególnym dniu pamiętajcie, żeby cieszyć się ich obecnością, bo nigdy nie wiemy, kiedy ich zabraknie.

                Wszystkim Mamom z okazji ich Święta przesyłam olbrzymie buziaczki.

 

                Dzisiejszy post z najpiękniejszymi życzeniami dedykuję mojej kochanej Mamusi ❤  

 

Pięć filmów rodzinnych

          Pięć filmów rodzinnych, które uwielbiam ja i moja rodzinka, i które naprawdę warto obejrzeć. Piszę dzisiejszy post, ponieważ z wielu fantastycznych sposobów na spędzanie czasu z naszymi kochanymi pociechami dzisiaj wybrałam ten bardzo prosty, a jednak równie wartościowy, czyli wspólne oglądanie filmu. Bardzo często spotykam się z opiniami, że „gapienie się” w ekran ogłupia. Nieprawda, nie przesadzajmy w drugą stronę. Rozsądnie dozowane filmy dodatkowo oglądane w rodzinnym gronie, wspólnie przegadane i przemyślane, mogą wnieść bardzo wiele w nasze i dzieci życie.

          Dziś zapraszam na nasz prywatny ranking, pięć filmów, czyli naszą „wielką piątkę”. Są to nowsze filmy, bo poza nimi w naszym domu rządzi niezmiennie klasyka Walta Disneya, do której zawsze warto wracać: Dumbo, Bambi, Król Lew, Mary Poppins, czy Czarnoksiężnik z Krainy Oz.

          NUMER 1

          Film, na punkcie którego oszalały miliony ludzi na całym świecie. U nas w domu odtwarzany wielokrotnie, a wszystkie piosenki są znane na pamięć. Kraina Lodu, czyli opowieść o dwóch siostrach, księżniczkach Annie i Elsie, z których jedna (Elsa) posiada moc władania zimą, śniegiem i lodem, która przysparza jej wiele kłopotów. Oprócz świetnie napisanej historii, bajka urzeka przepiękną muzyką, dużą dawką humoru (szczególnie sceny z Kristoffem i jego reniferem) i absolutnie przecudownym Olafem, bałwankiem kochającym lato, fantastycznie dubbingowanym przez Czesława Mozila. Ten film obowiązkowo trzeba obejrzeć z dziećmi.

          NUMER 2

          I znowu „nuda”… kolejny kinowy przebój… Minionki. Tak naprawdę, jest to opowieść o miłości, oddaniu, i o tym jak cienka jest granica między dobrem i złem. Zdecydowanie najlepsza jest pierwsza część, czyli Jak ukraść księżyc, ale jeśli wam się spodoba, to warto również obejrzeć pozostałe dwie. Główny wątek jest wspaniale wzbogacony przez zabawne, szalone stworki, mówiące w swoim własnym języku, czyli Minionki.

          NUMER 3

          Kolejne miejsce to produkcja Disney Pixar – W głowie się nie mieści. Prozaiczna historia o przeprowadzce trzyosobowej rodzinki w zupełnie nowe miejsce i związanych z tym rozterkach głównej bohaterki, dziesięcioletniej dziewczynki. Banalne… Gdyby nie jeden drobny szczegół, większość historii odbywa się w głowie głównej bohaterki, gdzie jej uczuciami sterują Radość, Smutek, Gniew, Odraza i Strach. Przeurocza, przecudowna historia, która w wielu momentach wzrusza, ale również rozśmiesza.

          NUMER 4

          Film dla trochę starszych dzieci, ale moje obejrzały go w wieku siedmiu i dziewięciu lat, a ich dojrzałe wnioski na zakończenie naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyły! Czarownica z Angeliną Jolie w roli głównej, to historia stara jak świat, czyli bajka o śpiącej królewnie, klasyk klasyków… ale, no właśnie, ta historia nie jest już historią śpiącej królewny, ona opowiada o „złej” wróżce, która rzuciła klątwę na królewnę. Ten cudzysłów nie znalazł się tutaj przypadkiem. Dlaczego? Obejrzyjcie, polecam, bardzo mądra historia o zaufaniu, uczuciach i o tym jak łatwo stać się złym… Na smaczek: w jednej ze scen Angelina Jolie gra ze swoją córką, bo jako jedyne dziecko na planie, nie bała się ona podejść do aktorki przebranej za Diabolinę 😉 . Angelina Jolie, którą i tak za wiele rzeczy bardzo lubię, jest w tym filmie fantastyczna i oczywiście wygląda bosko.

          NUMER 5

          Ostatni w mojej dzisiejszej wyliczance film, na pewno was zaskoczy. Obejrzeliśmy go pierwszy raz, kiedy nasza córeczka przeżywała wielką miłość do koni. W Mustangu z Dzikiej Doliny praktycznie nie ma dialogów, bo bohaterami tej bajki są konie, ale muzyka (przede wszystkim Bryan Adams z cudownym utworem Here I Am) i piękna realizacja, dostarczają tylu emocji, że naprawdę nie potrzeba wielu słów.

          Polecam serdecznie te pięć filmów, życząc wielu wspaniałych chwil i ciekawych rozmów po seansie. A może wy macie jakieś propozycje?