Kibicowanie ma moc

          Kibicowanie ma niesamowitą moc jednoczenia ludzi. To jest ta magia sportu, która pozwala nam rywalizować w cywilizowany i pokojowy sposób. A dziedziną sportu, która jest znana na większości kontynentów i którą fascynują się miliony ludzi na całym świecie jest piłka nożna, zachwycająca nieprzewidywalnością…

          Kibicowanie własnej drużynie w czasach względnego pokoju na świecie jest formą patriotyzmu, bo nie oszukujmy się odrobina takiej zdrowej i rozsądnej przynależności narodowej jest nam w życiu bardzo potrzebna.

          Osobiście nie przepadam za rozgrywkami ligowymi… Nie rozumiem jak można wybrać jakiś klub i mu kibicować, skoro stale zmieniają się w nim piłkarze, ale oczywiście to moje subiektywne odczucie… Natomiast kibicowanie w Mistrzostwach Europy, czy Świata, to już zupełnie inna bajka… A w tym roku, nasza kochana drużyna dostarcza nam tylu pozytywnych emocji, że nawet osoby, które niezbyt interesują się sportem dziś wieczorem obowiązkowo powinny kibicować w tej historycznej rozgrywce.

          POLSKA-PORTUGALIA! ĆWIERĆFINAŁ! Dawno nie byliśmy tak dumni!

          Tworzymy właśnie nową historię, a Polacy nie raz udowadniali, że potrafią. Mamy wspaniałych sportowców i w ogóle wspaniałych ludzi, więc bez kompleksów sięgajmy po najwyższe trofea.

          DO BOJU KOCHANA POLSKO!

          Już jesteśmy dumni, ale z wielką nadzieją czekamy na dzisiejszy mecz…

Mama na zawsze

                Mama to istota niezwykła. Osoba, która jest w stanie poświęcić dla swojego dziecka wszystko, łącznie z własnym życiem. To ona jest przy nas zawsze, kiedy potrzebujemy pomocy i przytulenia, ale także wspiera nasze działania i cieszy się sukcesami.

                Mama kocha bezinteresownie i bezwarunkowo. Dopiero kiedy dorastamy i sami mamy dzieci, zaczynamy to rozumieć… Po co było to wszystko… Te wszystkie drobiazgi, które w dzieciństwie doprowadzały nas do szału… Po to, żebyśmy wyrośli na dobrych i mądrych ludzi.

                Dziękuję Ci Mamo za to… ❤

                Nie wszyscy mają takie szczęście jak ja. Nie mogą cieszyć się swoją mamą, patrzeć jak staje się babcią. Wiele bliskich mi osób straciło swoje mamy – nie wyobrażam sobie ich cierpienia… Ja nawet nie potrafię o tym myśleć. Mama jest na zawsze mamą i nawet w dorosłym życiu, jedną z ważniejszych osób.

                Pamiętam, jak pewnego dnia dotarło do mnie, małego dziecka, że rodzice kiedyś umrą… Ta myśl przerażała mnie kiedyś i przeraża mnie nadal, chociaż sama jestem już dorosła i mam własne dzieci. To w dużej mierze dzięki naszym rodzicom jesteśmy tacy jacy jesteśmy, to oni tworzą podwaliny.

                I jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, a piszę to mając podwójną perspektywę (jako mama i jako córka), co do miłości waszych mam, to powiem, że nie ma bardziej szczerego i czystego uczucia. Co więcej, ta relacja nigdy nie przemija, zmienia się, przechodzi przez różne etapy życia, ale zawsze jest tak samo wspaniała.

                Doceniajcie swoje mamy, a dziś w tym szczególnym dniu pamiętajcie, żeby cieszyć się ich obecnością, bo nigdy nie wiemy, kiedy ich zabraknie.

                Wszystkim Mamom z okazji ich Święta przesyłam olbrzymie buziaczki.

 

                Dzisiejszy post z najpiękniejszymi życzeniami dedykuję mojej kochanej Mamusi ❤  

 

Pięć filmów rodzinnych

          Pięć filmów rodzinnych, które uwielbiam ja i moja rodzinka, i które naprawdę warto obejrzeć. Piszę dzisiejszy post, ponieważ z wielu fantastycznych sposobów na spędzanie czasu z naszymi kochanymi pociechami dzisiaj wybrałam ten bardzo prosty, a jednak równie wartościowy, czyli wspólne oglądanie filmu. Bardzo często spotykam się z opiniami, że „gapienie się” w ekran ogłupia. Nieprawda, nie przesadzajmy w drugą stronę. Rozsądnie dozowane filmy dodatkowo oglądane w rodzinnym gronie, wspólnie przegadane i przemyślane, mogą wnieść bardzo wiele w nasze i dzieci życie.

          Dziś zapraszam na nasz prywatny ranking, pięć filmów, czyli naszą „wielką piątkę”. Są to nowsze filmy, bo poza nimi w naszym domu rządzi niezmiennie klasyka Walta Disneya, do której zawsze warto wracać: Dumbo, Bambi, Król Lew, Mary Poppins, czy Czarnoksiężnik z Krainy Oz.

          NUMER 1

          Film, na punkcie którego oszalały miliony ludzi na całym świecie. U nas w domu odtwarzany wielokrotnie, a wszystkie piosenki są znane na pamięć. Kraina Lodu, czyli opowieść o dwóch siostrach, księżniczkach Annie i Elsie, z których jedna (Elsa) posiada moc władania zimą, śniegiem i lodem, która przysparza jej wiele kłopotów. Oprócz świetnie napisanej historii, bajka urzeka przepiękną muzyką, dużą dawką humoru (szczególnie sceny z Kristoffem i jego reniferem) i absolutnie przecudownym Olafem, bałwankiem kochającym lato, fantastycznie dubbingowanym przez Czesława Mozila. Ten film obowiązkowo trzeba obejrzeć z dziećmi.

          NUMER 2

          I znowu „nuda”… kolejny kinowy przebój… Minionki. Tak naprawdę, jest to opowieść o miłości, oddaniu, i o tym jak cienka jest granica między dobrem i złem. Zdecydowanie najlepsza jest pierwsza część, czyli Jak ukraść księżyc, ale jeśli wam się spodoba, to warto również obejrzeć pozostałe dwie. Główny wątek jest wspaniale wzbogacony przez zabawne, szalone stworki, mówiące w swoim własnym języku, czyli Minionki.

          NUMER 3

          Kolejne miejsce to produkcja Disney Pixar – W głowie się nie mieści. Prozaiczna historia o przeprowadzce trzyosobowej rodzinki w zupełnie nowe miejsce i związanych z tym rozterkach głównej bohaterki, dziesięcioletniej dziewczynki. Banalne… Gdyby nie jeden drobny szczegół, większość historii odbywa się w głowie głównej bohaterki, gdzie jej uczuciami sterują Radość, Smutek, Gniew, Odraza i Strach. Przeurocza, przecudowna historia, która w wielu momentach wzrusza, ale również rozśmiesza.

          NUMER 4

          Film dla trochę starszych dzieci, ale moje obejrzały go w wieku siedmiu i dziewięciu lat, a ich dojrzałe wnioski na zakończenie naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyły! Czarownica z Angeliną Jolie w roli głównej, to historia stara jak świat, czyli bajka o śpiącej królewnie, klasyk klasyków… ale, no właśnie, ta historia nie jest już historią śpiącej królewny, ona opowiada o „złej” wróżce, która rzuciła klątwę na królewnę. Ten cudzysłów nie znalazł się tutaj przypadkiem. Dlaczego? Obejrzyjcie, polecam, bardzo mądra historia o zaufaniu, uczuciach i o tym jak łatwo stać się złym… Na smaczek: w jednej ze scen Angelina Jolie gra ze swoją córką, bo jako jedyne dziecko na planie, nie bała się ona podejść do aktorki przebranej za Diabolinę 😉 . Angelina Jolie, którą i tak za wiele rzeczy bardzo lubię, jest w tym filmie fantastyczna i oczywiście wygląda bosko.

          NUMER 5

          Ostatni w mojej dzisiejszej wyliczance film, na pewno was zaskoczy. Obejrzeliśmy go pierwszy raz, kiedy nasza córeczka przeżywała wielką miłość do koni. W Mustangu z Dzikiej Doliny praktycznie nie ma dialogów, bo bohaterami tej bajki są konie, ale muzyka (przede wszystkim Bryan Adams z cudownym utworem Here I Am) i piękna realizacja, dostarczają tylu emocji, że naprawdę nie potrzeba wielu słów.

          Polecam serdecznie te pięć filmów, życząc wielu wspaniałych chwil i ciekawych rozmów po seansie. A może wy macie jakieś propozycje?

Wojownik światła

        Wojownik światła to ja, to ty, to każdy z nas. Uwielbiam tą książkę, jest zbiorem świetnych, motywujących cytatów. Dzisiaj zapraszam na wybraną przeze mnie dziesiątkę, ale cały „Podręcznik wojownika światła” jest bardzo inspirujący. Obserwujcie również moją stronę na facebooku – niedługo pojawi się tam niespodzianka związana z tą książką.

        Wojownik światła to każdy z nas, normalny człowiek, który miewa w życiu lepsze lub gorsze dni, ale się stara… Stara się być dobrym człowiekiem i stara się przeżyć swoje życie jak najlepiej, bo mamy je tylko jedno i nie możemy zmarnować ani chwili, tym bardziej, że nie wiemy jak dużo czasu otrzymaliśmy.

        Nie powinniśmy się nikomu tłumaczyć, ale marzyć i spełniać marzenia, dążyć do realizacji naszych pragnień, ale też cieszyć się ze wszystkich etapów dążenia do celu.

        Wojownik światła może błądzić, bo czasami bez tego ciężko się czegokolwiek nauczyć, ale kiedyś w końcu trzeba tą naukę zastosować.

        Musimy być wytrwali, nie można się zbyt szybko poddawać. Zawsze będą chwilę gorsze i lepsze, ale jeśli jesteśmy cierpliwi, to w końcu osiągniemy sukces. Cierpliwość i wytrwałość jest ważna, ale jeśli widzimy, że nie udaje nam się dotrzeć do celu, to warto nieco zmienić kurs, nie trwać uparcie przy czymś, co nie działa jak należy.

        Wszystko czego doświadczamy, nie tylko dobre rzeczy, pozwala nam osiągać coraz więcej, powoduje, że każdego dnia jesteśmy bogatsi w wiedzę i troszkę pewniejsi swoich działań.

        Każdy z nas jest potrzebny, każdy robi coś innego i ma inne cechy. Ta różnorodność jest piękna. Kiedy wchodzimy w dorosłe życie, za wszelką cenę chcemy się dopasować, być tak jak inni. Nie tędy droga. To nasza indywidualność nas określa. Nie próbujmy też na siłę zmieniać innych.

        Możemy w życiu napotkać różne trudności, musimy mieć tego świadomość, ale nie mogą one nas blokować, bo w życiu nie ma nic za darmo. Ile włożymy trudu, taki osiągniemy sukces.

        Trzeba być konsekwentnym, bo tylko konsekwencja daje szansę na realizację pomysłów. Samo myślenie o czymś, czy półśrodki, nie pozwolą nam na rozwój. Jeśli nie wkładamy serca i sił w to co robimy, nie czekajmy na nagrodę, bo jej nie będzie.

        Najważniejsze jest, żebyśmy wiedzieli czego chcemy. Jeśli jesteśmy zdeterminowani, to prędzej, czy później osiągniemy nawet najtrudniejsze cele.

        Musimy się zaangażować w to co robimy, ale jeśli cel jest naszym marzeniem, to wszystkie te działania, które nas do niego przybliżają sprawiają nam przyjemność i dają nam olbrzymią satysfakcję.

        Trzeba żyć w zgodzie z samym sobą, nie starać się stale dostosowywać, bo wtedy nigdy nie będziemy szczęśliwi. A dlaczego właściwie mamy żyć tak jak inni? Jeśli postępujemy dobrze i nie robimy nikomu krzywdy, to spokojnie możemy iść własną drogą.

Palenie papierosów

                Palenie papierosów jest szkodliwe, powoduje trwałe zmiany chorobowe w naszym organizmie, nad czym tu się zastanawiać !!? Szału dostaję słysząc dywagacje w stylu modne/niemodne, obciach czy styl. Ludzie boją się o swoje zdrowie, ale nie boją się palić.

                Palenie papierosów to coś czego nienawidzę, bo obserwuję każdego dnia, co robi ludziom… Ile osób skazuje się przez to (za duże pieniądze) na kalectwo lub śmierć. Śmierć rzadko nagłą, na ogół powolną, bolesną, w cierpieniach. Palacze krzywdzą siebie i innych.

                Niektórzy ludzie (i niestety wcale nie jest ich mało) uważają, że papierosy dodają im animuszu, ale czy poza nastolatkami, czy studentami, komuś jeszcze imponuje nikotynizm. Palenie papierosów pokazuje ludziom nasze najgorsze słabości. Nigdy nie poczujemy nawet namiastki wolności będąc uzależnionym. Brak uzależnień jest naszą siłą. Palenie papierosów odbiera nam zdrowie, urodę, a nawet pieniądze, powoli i podstępnie zabija, a my jeszcze za to płacimy.

                Wydawało mi się, że w tak nowoczesnych czasach, kiedy łatwo pozyskuje się wiedzę, kiedy modą jest zdrowy styl życia, papierosy powinny całkowicie zniknąć. Niestety nie, mają się całkiem dobrze.

                Część ludzi tłumaczy się, że zaczęła palić dla towarzystwa. Kolegowałam się z wieloma palaczami i nigdy nikomu nie przeszkadzało, że nie palę. Zresztą, po co mieć znajomych, dla których liczy się to, czy palisz papierosy, albo jakie nosisz ciuchy, zamiast tego jakim jesteś człowiekiem.

                Kolejny absurdalny argument – palę, bo wszyscy w mojej rodzinie palą lub palili. Moi rodzice palili kiedyś papierosy, a ani ja, ani moje siostry, nigdy nie paliłyśmy. Na szczęście oni sami od kilkunastu lat też nie palą.

                Kocham również wymówkę w stylu, bo jak rzucę, to przytyję – LITOŚCI! Tyje się od JEDZENIA, a nie od rzucania palenia. Zresztą palenie papierosów to najgorszy sposób na odchudzanie, chyba, że ktoś chce ładnie (czyt. szczupło) wyglądać w trumnie – w niej i tak po paru latach będzie „szczupły”, aż do kości.

                Kompletnie nie mogę zrozumieć potrzeby palenia, czym kierują się ludzie palący. Dlaczego to robią?

                Pomyślicie, a miało być pozytywnie, a jednak nie jest. A właśnie, że jest. Zamiast użalać się nad sobą i palić, zróbmy sobie listę, dlaczego warto rzucić.

                DLACZEGO WARTO RZUCIĆ PALENIE PAPIEROSÓW?

  1. Aspekt zdrowotny – to nie rak płuc jest najgorszy i to nie jedyna choroba, na którą umierają palacze (on działa dość szybko, reszta zazwyczaj powoli).

Miażdżyca tętnic – zawały, udary; przewlekła obturacyjna choroba płuc, również astma oskrzelowa, choroba wrzodowa. To są te najczęściej spotykane, ale tak naprawdę nie ma narządu, który prędzej, czy później nie zostanie uszkodzony przez papierosy.

  1. Bezpłodność – u obu płci. Specjalnie umieszczam ją w oddzielnym punkcie, bo często jej przyczyny są bardzo proste i sami ją początkujemy. Dodatkowo palenie, drodzy panowie, negatywnie wpływa na potencję.
  2. Wygląd – jeszcze mężczyźni, aż tak źle nie wyglądają, gdy palą, ale kobiety… Starą palaczkę widać z daleka – brzydka cera, włosy, zniekształcone rysy twarzy i niezbyt ładny zapach. Dlaczego to sobie robimy?
  3. Pieniądze – ja zatrzymałam się na kilku złotych za paczkę (w akademiku miałam palącą współlokatorkę). Papierosy są strasznie drogie, przeraziłam się jak zobaczyłam aktualne ceny – kilkanaście złotych, za coś co nas zabija? Zupełnie tego nie rozumiem. I jeszcze tego, że na fajki ludzie wyskrobią, na pożyteczne rzeczy nie mają, dla dzieci nie mają, a na papierosy musi być.

Prosta matematyka: paczka – 15zł x 30 dni w miesiącu – razem 450zł (zakładając paczkę na dobę, co jak wiemy wcale nie jest standardem). Dla mnie to jest spora kwota, muszę się nieźle pomęczyć w pracy, żeby ją zarobić i ot tak miałabym to puścić z dymem. Mi więcej przyjemności sprawiają ciuchy lub buty.

  1. Szacunek do innych i samego siebie. Przez wiele długich lat to palacze rządzili światem, nie pytali, czy mogą zapalić w przedziale pociągu, na ulicy, w restauracji, nie dawali wyboru niepalącym. Teraz podnoszą krzyk o swoje prawa. Każdy ma wybór, ale jeśli wybiera życie bez papierosa, to nie chce być również biernym palaczem.

                PAPIEROSY SĄ SZKODLIWE!

                To nie jest slogan. Nie znalazł się jeszcze człowiek, który doszukałby się jakiegokolwiek pozytywnego aspektu palenia, natomiast o skutkach negatywnych powstało mnóstwo prac i badań.

                Najgorsza jest ta cała demagogia. Palę, truję siebie i innych, a potem lecę po pomoc, bo „boli” serce, a może mam raka.

                Będę dumna, jeśli po przeczytaniu tego artykułu, chociaż jedna osoba przestanie palić. Jeśli ktoś potrzebuje wsparcia, chętnie pomogę. Udało mi się już wiele osób przekonać i przeszły na jasną stronę mocy, nie zostawajcie po tej ciemnej, bądźcie nowocześni, nie palcie, bo nie warto!

Szokowanie – moda czy styl życia

                Szokowanie … Tak się rozglądam i rozglądam, co jest najbardziej popularne w sieci i dochodzę do wniosku, że jednak szokowanie… Idę więc za trendem i też będę szokować. Czym? Normalnością, językiem bez wulgaryzmów, pozytywną energią. Nie pozytywną nastawioną na sukces, agresywną, nachalną, przereklamowaną, ale taką ciepłą, rodzinną i serdeczną, bez zbędnych słów i szokujących zdjęć.

                Szokowanie na chwilę daje nam sławę, ale po jakimś czasie może nam zacząć przeszkadzać, chociażby ze względu na rodzinę. Bo w tym biegu naprzód warto czasami rozejrzeć się na boki, a nawet zatrzymać, czy cofnąć, aby jeszcze raz wybrać swoją drogę. Zastanowić się, zrobić rachunek. Nie będziemy idealni, i nie musimy być. I to jest najpiękniejsze, że to kim jesteśmy, zależy przede wszystkim od nas samych.

                Zastanawiam się co w tej chwili ludzi najbardziej kręci, no i niestety kręci ich bezpośredniość, wulgarne odzywki, rzeczy wprost rzucane między oczy. Czy to naprawdę jest takie fajne? A ja tęsknię za kulturą, może trochę udawanym, ale blichtrem, bo w świecie bez zasad, zasady zaczynają być podporą. Nie można się stale buntować, to jest fajne jak mamy naście, dwadzieścia lat, ale później chcemy szacunku, chcemy spokoju. Moim zdaniem taki otwarty bunt na wszystko jest oznaką egoizmu i braku życiowego doświadczenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie mieć własnego zdania, czy być bezpłciowym, ale mam wrażenie, że dzisiaj w cenie jest przede wszystkim szokowanie. Tylko czym można zszokować pokolenie, które posmakowało już wszystkiego i czy wszechwiedza i samozachwyt w tak młodym wieku są wskazane?

                Wiem, jestem zgredem, na pewno trochę jestem, ale przeraża mnie to przewartościowanie, które aktualnie nastąpiło, presja na sukces, promocję. Wszystko super, ale jeśli po drodze gubimy ważne wartości, to już nigdy ich nie odzyskamy. A dzisiaj sprzedajemy wszystko, również siebie, wymyślonego, czy prawdziwego, ale sprzedajemy. Liczy się fejm, liczy się to, żebyśmy byli na górze. Ludzi nie cieszą proste przyjemności, bo przecież wstyd się przyznać, że zagraliśmy z dzieckiem w nogę na trawie, lepiej brzmi, że z instruktorem jeździliśmy na nartach w Alpach.

                Większość naszych działań jest skierowana na budowanie naszego wizerunku u ludzi, którzy i tak nas mają w nosie. Interesują się nami, bo nie mają własnego życia, albo wtedy, kiedy się potkniemy. Bo czy może istnieć prostszy sposób na dowartościowanie się…

                I żebym nie została źle zrozumiana, często robię i mówię rzeczy, które w naszym kraju nie są, ani dobrze postrzegane, ani rozumiane, szczególnie w kwestiach światopoglądowych. Myślę jednak, że można równie dosadnie przekazać wiele rzeczy bez opluwania innych. Zbyt dużo jest tych plujących, sarkastycznych, przemądrzałych ludzi, którzy nic jeszcze nie wiedzą i nie rozumieją, którzy jeszcze nie musieli dokonać żadnej poważnej życiowej decyzji. Powtarzam po raz kolejny, ja na szczęście bardzo złych rzeczy osobiście zbyt wielu nie doświadczyłam, ale ze złem, cierpieniem, nieszczęściem i tragedią mam do czynienia na co dzień… I w takich sytuacjach nie dają rady nawet najwięksi „twardziele”.

                Dlatego nie przekonują mnie populistyczne hasełka, pyskowanie, czy szokowanie ostrym słowem, bo czasami wartością jest przemilczenie niektórych rzeczy. Cięte wypowiedzi zjednają nam ludzi myślących podobnie, ale niechcący mogą zrazić tych wartościowych, którzy chociaż wydają się niewidzialni, mogą mieć w sobie więcej wartości niż cała reszta. To jest tak trochę, jak z najpopularniejszą osobą w liceum. Znają ją wszyscy, wielu jej zazdrości, otwarta, radzi sobie, zapali papierosa w szatni, „zbuntuje się” nauczycielom, wyniosą ją nieprzytomną ze studniówki, a w dorosłym życiu… różnie bywa… Często nie znajduje swojego miejsca, popada w nałogi, a zbyt wczesna samozadowolenie nie pozwala jej się rozwijać, bo i po co… Nie każdy ma taki sam start w życiu, nie każdy musi się na siłę lansować. A za pieniądze i tak nie kupimy najważniejszych rzeczy.

                Czasami warto odpuścić, to że mamy wpojone, że jesteśmy najlepsi i że nawet spora części ludzi pójdzie za nami, wcale nie oznacza jeszcze sukcesu. Historia nie raz pokazała, że ludzie szli bezmyślnie za wieloma ideami, za hasłami, nie zawsze mądrymi. Negowanie wszystkiego jest obecnie bardzo mądre. Łatwiej wszystko ocenić i krytykować, trudniej zrobić coś, co zostanie zauważone, będzie mądre i pożyteczne. Dobre zasady, przyzwoitość i kulturalne zachowanie jest niepotrzebne. Łatwiej bezkarnie gnoić innych, nawet wtedy, jeśli nie mamy zielonego pojęcia o nich i ich życiu. Najgorsze jest to, że osoby, które najwięcej krzyczą, znikają, kiedy przychodzi moment podjęcia decyzji, działania. Im szybciej zrozumiemy, że oprócz lansowania się nie zaszkodzi trochę pokory i dystansu do siebie, tym szybciej dojrzejemy. Zmieniamy się całe życie, bo wszystko się zmienia. Zmieniają się nasze role w życiu, co powoduje, że nasze poglądy siłą rzeczy łagodnieją.

                Czy wy też uważacie, że prowokacja ma swoje granice i nie wszystko musi ujrzeć światło dzienne, czy wręcz przeciwnie, wolicie tą swobodę?

Czerwone usta – kim jesteś…

                Czerwone usta są dla mnie jednym z synonimów przebojowości. Oczywiście są kobiety, które mocno malują się na co dzień i wtedy aktem odwagi jest wyjście no make up. Ja mam różne opory, kwestia wychowania, środowiska, charakteru pracy… Dużo rzeczy ma na to wpływ.

                Dlaczego te czerwone usta? Bo one w moim przypadku są symbolem przełamywania barier. Jestem generalnie zadowolona z siebie i swoich dokonań, ale ciągle pracuję nad sobą i mam w sobie dużo pokory. Ciągle szukam, chociaż w wielu dziedzinach się spełniam, ale ciągle mi mało.

                Wielu ludzi myśli, że może bezkarnie oceniać innych, mówić o nich złe rzeczy na przykład dlatego, że są znane globalnie lub w lokalnym środowisku. Każdy ma swoje uczucia, ma też cechy, które pokazuje na zewnątrz, ale też takie, które zostawia dla najbliższych.

                Bardzo lubię z dystansu patrzeć na wszystko, a ludzie kochają klasyfikować:

– kobieta, czyli matka, żona, służąca

– mężczyzna – pan i władca

– osoba cicha, bez charakteru

– głośna – na pewno wredna

– ładna, czyli głupia

– umięśniony – zbir, itd… itd…

                I tak powstają nieszczęsne stereotypy. A tak naprawdę całe nasze życie jest względne, nic nie jest jednoznaczne i zanim podejmiemy się jakiejkolwiek oceny zawsze najpierw przeanalizujmy i przemyślmy nasze wypowiedzi.

                Słowa są ważne, gdyby nie były, nie rozwinęlibyśmy tej formy komunikacji. To w jaki sposób korzystamy z mózgu odróżnia nas od wszystkich innych form życia. Niestety wiele osób nie tylko nie umie z tego mózgu korzystać, ale boi się lub nie robi tego z lenistwa, bo tak prościej.

                Nienawidzę oceniania…, a czemu nie zamienić go na chwalenie, prawienie komplementów, dlaczego nie powstrzymać się od złych słów.

                A co mają do tego moje tytułowe czerwone usta? – to jest również synonim lęku przed oceną. Bo czy mi wypada? A w sumie, dlaczego nie? Czy kogoś tym skrzywdzę? Nie, w najgorszym przypadku zaburzę czyjeś poczucie estetyki, ale bez przesady, jeśli komuś się nie podobam, nie musi na mnie patrzeć.

                Nie lubisz tatuaży – nie rób ich sobie, nie lubisz kolczyków – nie przekłuwaj uszu, nie podoba ci się kombinezon – noś sukienki. Nie narzucaj innym swojego myślenia, bo nie masz pewności, czy to jest prawda absolutna. Kto ma prawo wyznaczać zasady. Myślę, że najważniejszą regułą jest, żeby starać się być dobrym człowiekiem. Starać się, bo czasami nawet mimowolnie nie jesteśmy dobrzy. Każdy z nas błądzi, ale zawsze można próbować naprawić swój błąd.

                Ludzi wbrew pozorom gubi nadmierna pewność siebie – jestem kimś, bo mam dobry zawód, czy kasę. Prędzej, czy później okazuje się, że jedyne co mamy, to drugi człowiek. To osoba, która lubi w nas wszystko, naszą wyjątkowość – czasami coś, co wydaje się nam naszą wadą, może okazać się w przyszłości największą zaletą i znakiem rozpoznawczym.

                Najważniejsza jest spójność. Od momentu kiedy przestałam na siłę spełniać oczekiwania ludzi, kiedy zobaczyłam, że cechy mojego charakteru, z którym walczę, być może są jednak moim atutem, czuję się lepiej ze sobą, bo nie muszę udawać.

                To nie znaczy, że możemy się zatrzymać, ruch jest potrzebny, nasze życie się zmienia, świat się zmienia, jeśli stoimy w miejscu, to niestety się cofamy, musimy nadążać.

                I co z tego, że na przykład gry komputerowe nie są moją wielką pasją, ale szanuję ludzi, dla których są całym życiem i z tego powodu orientuję się w znanych tytułach i mniej więcej wiem, o co w tym chodzi. To jest tylko przykład. Miło jest, jeśli ktoś nie podzielając naszej pasji, potrafi się nią zainteresować i docenić nasze oddanie sprawie. Nie zamykajmy się na innych ludzi, bo być może ten szalony pasjonat zmieni świat, jak nieraz się już w historii zdarzało. To tak jak jest na przykład z Einsteinem. Ludzi, którzy tak naprawdę rozumieją jego teorie związane z fizyką jest stosunkowo mało, ale znają go wszyscy i słowa o życiu, które wypowiadał, zrozumie każdy.

                Nie trzeba znać się na wszystkim, ale warto doceniać pasje drugiego człowieka. Może właśnie dlatego między ludźmi dzieje się źle, bo czasami mają obok niesamowitą osobę, a traktują ją jak kogoś gorszego, bo nie próbują jej poznać i zrozumieć, bo nie pasuje do stereotypu.

 

                P.S. I znów niespodzianka. Bałam się, że jak zacznę czytać inne blogi, to nie będę potrafiła napisać nic od siebie. Błąd, inni ludzie i ich spojrzenie na świat, to kolejna porcja inspiracji. Ściskam mocno 🙂 i lecę szukać okazji na czerwone usta 😉 .

O mnie – czyli ulepszanie bloga

                Dzisiejszy wpis będzie trochę szalony z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że o wielu rzeczach chcę napisać – jak zawsze… 😉 Poza tym ostatnio nie było normalnego postu, tylko w końcu dopracowane O mnie. I pogoda jest ładniejsza, i trochę jestem zalatana, i codziennie się douczam, co mogę robić lepiej, i dlatego chcę się tym wszystkim podzielić i nie wiem, co mi z tego wyjdzie.

                Tak naprawdę wszystkie te rzeczy są trochę ze sobą powiązane. Zacznę od wpisu O mnie. Jakoś tak intuicyjnie wiedziałam, że jest on bardzo istotny, dlatego tak długo nie miałam wpisanego nic ciekawego w głównym menu, tylko taką notkę „przywitalną”. Miałam kilka pomysłów, ale nie wiedziałam na ile mogę sobie pozwolić, nie chciałam czegoś w rodzaju CV, ale coś bardziej osobistego. Nie chciałam też pisać autobiografii… Zaczęłam szperać po innych blogach, co mi dodało odwagi, żeby zrobić to w taki, a nie inny sposób.

                Jestem zachwycona atmosferą, jaka panuje między blogerami i tym, że ludzie chcą się wspierać. Bałam się strasznie internetowego hejtu, a jak na razie spotykają mnie miłe rzeczy. Na blogu działam głównie intuicyjnie, jeśli chodzi o charakter bloga, nazwę, moje wpisy, natomiast wiem, że muszę dostosować się do pewnych reguł rządzących internetem (na przykład konto na facebooku, czyli potęga w promocji wszelkich treści).

                Blog jest moją pasją, którą staram się rozwijać, ale nie mogłabym tego robić, gdyby nie „normalna” praca. Nie znaczy to, że nie traktuję tego co robię poważnie, a jedynie to, że nie zawsze mogę swojej stronie poświęcić tyle czasu, ile bym chciała. Posty piszę pod wpływem chwili, czyli najpierw przelewam myśli na papier. Poza tym staram się, żeby wszystko wyglądało ładnie graficznie i żeby jak najlepiej działało.

                Oczywiście techniczne sprawy są bardzo ważne, natomiast najfajniejsze jest wzajemne inspirowanie się, wiele wspaniałych emocji, poznawanie siebie i ludzi od zupełnie innej strony. Bardzo bałam się internetu, nigdy nie pisałam komentarzy, szukałam tylko konkretnej wiedzy, albo robiłam zakupy internetowe. Teraz odkrywam sieć na nowo i cieszę się z tego wszystkiego jak małe dziecko. Dziękuję za tak piękną reakcję na wpis O mnie, tym bardziej, że jest to mój najbardziej osobisty post i obawiałam się jego publikacji.

                Zdjęcia są w większości robione przeze mnie, a część przez mojego męża, te z dzisiejszego wpisu pochodzą z mazurskiego weekendu 🙂 .  Mam duże wsparcie bliskich, a pierwszymi recenzentami i moim największym, kochanym fanklubem są moje dzieciaczki i mąż. Za to i za wyrozumiałość przy „atakach” pisania, bardzo jestem im wdzięczna.

                Na koniec proponuję bardzo prostą zabawę, która nam urozmaica wszelkie samochodowe wyprawy – tworzymy wspólną opowieść, pierwsza osoba wymyśla słowo, a każda kolejna, powtarza wszystkie powiedziane przed nią wyrazy dodając następne, pasujące do reszty. Im dziwniejsza opowieść, tym łatwiej ją zapamiętać 🙂 .

                Życzę wszystkim miłego i słonecznego tygodnia 🙂 .

Szpilki – być kobietą, być kobietą

                Wasze komentarze są dla mnie bardzo inspirujące i dzisiejszy post powstał dzięki komentarzowi pod postem o sukienkach, że drugim ważnym kobiecym atrybutem (poza sukienką) są szpilki. Zatem szpilki są moim dzisiejszym motywem przewodnim. Nie są to zwyczajne buty, ale element ubioru maksymalnie podkręcający naszą kobiecość.

                Wiele kobiet uwielbia torebki, ja potrafię się zachwycić piękną torebką, ale mi samej zawsze jakoś żal pieniędzy i torebka pełni u mnie przede wszystkim funkcje praktyczne, natomiast buty, a szczególnie szpilki, to już inna bajka.

                Piękne stylowe buty, potrafią „zrobić” całą stylizację, słabe buty + kiepskie rajstopy mogą odebrać urok najciekawszym strojom.

                W tych najcudowniejszych, tworzących piękną sylwetkę, prym wiodą klasyczne szpilki, cienki, delikatny obcas 8-10 cm i delikatnie szpiczasty nosek, dają efekt pięknych, zgrabnych nóg, wyprostowaną postawę, dzięki nim zwykły t-shirt i dżinsy stają się zestawem prawie na każdą okazję.

                Chociaż zima już się kończy (na szczęście) to zacznę od butów zimowych. Oczywiście, jeśli wybieramy się z dziećmi na górkę albo spacer po lesie, to raczej wybieramy wygodne buty motocyklowe lub sznurowańce. Ale jeśli nie czeka nas bardzo długi spacer, to zaszalejmy i doprawmy nasz strój kozakami, albo botkami.

                Oczywiście część kobiet wybierze wygodę (i to ich święte prawo), ale dobre buty mogą być piękne i wygodne. To są moje doświadczenia i spostrzeżenia. Nie narzucam nikomu tego, co lubię, bo najważniejsze jest dobre samopoczucie i nasz własny styl.

                Ogólnie moja kolekcja nie jest jakaś bardzo duża, bo staram się wybierać ekonomicznie, ale ostatnio przekonałam się, że lepsze buty są lepiej wykonane i wygodniejsze (np. Carinii).

                Na wiosnę mam upatrzony cudny model, stworzony przez Maję Sablewską dla marki Carinii. Nie znalazłam ich sama. Ale moja Przyjaciółka, która stwierdziła, że wypatrzyła buty, które mi się na pewno spodobają. No i masz, wszystko Twoja wina Elu… 😉 . Model moro jest najfajniejszy, ale oczywiście ja już przeanalizowałam, że – a może czarne, bo pasują do wszystkiego, a może beż, bo wiosna, lato. Ale chyba jednak się skuszę na moro, w końcu idzie wiosna – można zaszaleć, nie muszę już być taka zachowawcza i pragmatyczna, bo wszystko wtedy traci urok.

                Poza tym moje trzy super modele czarne, bardzo lubię koturny, bo są stabilne i nowoczesne. Wszystkie uwielbiam (upolowane na przecenach 🙂 – tym radość większa), a najbardziej szpilki.

                To nie jest blog modowy i jeszcze raz zachęcam do zabawy modą, zawsze bądźmy sobą i nie dajmy sobie nic narzucić, więc jeśli wolicie trampki i czujecie się w nich dobrze, to i w nich będziecie wyglądać świetnie.

                A Panów zachęcam do kibicowania żonom i dziewczynom w ich wyborach, bo jak kobitka się dobrze czuje w swoim ciele i swoich butach, to i wasze życie jest szczęśliwsze.

                Zapraszam do komentowania pod artykułami (mail nie oznacza rejestracji, żadne dane nie są wykorzystywane, wystarczy imię lub nick), a może ktoś odważy się wrzucić zdjęcia swoich pięknych butów – np. bardzo kobiecych czerwonych szpilek, które mnie kuszą, ale nie wiem, czy odważyłabym się w nich gdzieś wyjść. Czekam na wasze inspiracje.

                Pozdrawiam serdecznie! Papatki! 🙂

Wiosna – moja miłość

                Wiosna, nareszcie wiosna, kochana wiosna, cudowna wiosna!!! WIOOOOOSNA! Najpiękniejsza, najwspanialsza, pozytywna energia w czystej postaci.

                Przyszła nareszcie najkochańsza na świecie pora roku – WIOSNA! Strasznie już tęskniliśmy wszyscy. Weekend na podwórku, stąd trochę spóźniony post. Ale jest bardzo, bardzo, bardzo pozytywnie. Na fotkach pierwsze oznaki wiosny, tak jak kiedyś w podstawówce, szukaliśmy ich na szkolnych spacerach.

                Wczoraj robiliśmy porządki na działce, a na dzisiaj zaplanowaliśmy ognisko. I tak sobie pomyślałam, że skoro nie możemy zrobić „Święta Bociana”, to może z okazji ogniska, przyleciałby bociek i … Siedzimy sobie przy ognisku, brzuchy pełne (kiełbaski upieczone), a tu leci nasz ptaszek i usiadł na gnieździe. Chyba mnie usłyszał 😉 . Teraz będzie nas rano witało słońce i klekot bociani, który uwielbiam.

                Wieś jest cudowna, a zapach jaki przynosi wiosna, kojący. Pachnie ziemią, młodą, soczystą trawą, zawiązkami listków, ogniskiem, pierwszym słońcem.

                Moje ciało, i pewnie nie tylko moje, to taka słoneczna bateria, a świeże powietrze jest niezastąpione, po tak długim czasie spędzonym głównie w czterech ścianach.

                Dodatkowo udało mi się kupić super książkę, na którą miałam ochotę od jakiegoś czasu. Została napisana przez syna Audrey Hepburn, Luca Dotti. Książka jest naprawdę ładnie wydana. Zawiera fotografie z domowych albumów rodzinnych i przepisy ulubionych (głównie włoskich – mniam!) potraw Audrey Hepburn.  Jeszcze nie przeczytałam całej, ale zrobię to z największą przyjemnością.

                Pozdrawiam wiosennie i słonecznie, niech wiosna będzie z nami zawsze, przede wszystkim w naszych sercach.