Naprawdę słodka słodkość

 

    Nic tak nie poprawia humoru kobiecie, jak odpowiednia dawka cukru…

    Nie pamiętam, gdzie znalazłam ten przepis, ale ponieważ zawsze muszę wprowadzić jakieś zmiany, nosi on znamiona mojej radosnej twórczości 🙂

    Lista zakupów:

  • pół kg serka mascarpone (na ogół 2 serki)
  • jedna puszka gotowego toffi (masa krówkowa)
  • dwie czubate łyżki żelatyny
  • 200ml śmietanki 30%
  • orzechy włoskie (najwygodniej już bez łupinek, ok. 100g)
  • 2-3 łyżki miodu
  • ewentualnie kawałek gorzkiej czekolady do starcia

    Żelatynę namocz w 150ml zimnej wody, gdy napęcznieje, podgrzej krótko w mikrofalówce lub kąpieli wodnej. Odstaw do lekkiego przestudzenia.

    Serek zmiksuj z masą krówkową i śmietanką. Następnie tak powstałą masę wymieszaj z wcześniej przygotowaną żelatyną i przelej do formy silikonowej lub miski (w zależności jaki kształt chcesz otrzymać). Odstaw do lodówki, kiedy masa stężeje na chwilę wstaw naczynie do ciepłej wody, ułatwi to wyjęcie słodkości z formy.

    Tak uzyskany deser można przyozdobić startą gorzką czekoladą oraz orzechami włoskimi karmelizowanymi w miodzie (orzechy wsyp na suchą patelnię, upraż przez chwilę, uważając żeby nie przypalić, następnie wymieszaj z miodem i smaż, aż miód zgęstnieje i oblepi orzechy – najwygodniejsza jest patelnia teflonowa, bo nie przywiera).

    Smacznego!

„Alibi na szczęście”

    Nie jest to recenzja, nie o to chodzi…

    Nie oceniam, tylko chcę opowiedzieć, że bardzo mi się spodobała ta książka, bo pomimo, że jest to kolejna historia miłosna, to wbrew pozorom przemyca ona znacznie więcej. Mówi o przyjaźni, o miłości, o tym jak skomplikowane potrafi być życie, ale przede wszystkim ma bardzo pozytywne przesłanie, że złe rzeczy nas napędzają w złą stronę, że jak podejdziemy do nich w inny sposób, mogą spowodować pozytywny zwrot. Żyjemy tu i teraz, cieszmy się tym co mamy…

Nowy początek…

    Pierwsza w tym roku kawka na tarasie… naszego Domu… wiosna budzi się do życia…

   Co rok czuję się, jakbym rodziła się na nowo, z wiosną.

    Pomimo, że zima ma wiele uroków, to właśnie wiosna daje nadzieję na kolejne wspaniałe przeżycia, na nowe, nieznane, inne…

    Jeśli miałabym wybrać jaki okres w roku jest moim najukochańszym, to byłaby to wczesna wiosna. Budząca się do życia przyroda, zawiązki liści, pierwsze delikatne kwiaty, cudowny zapach zieloności wygrzanej pierwszymi promykami coraz dłużej świecącego słońca.

    Wszystko staje się prostsze…

    Myślę, że niedługo przylecą bociany… Postanowiliśmy, że ich przylot uczcimy ogniskiem i będzie to nasze prywatne „Święto Bociana”.

    Żyjemy tu i teraz, cieszmy się każdą chwilą, zakotwiczmy się w teraźniejszości, bo to ona, nie przyszłość, czy przeszłość jest najważniejsza, bo to ją stale kreujemy i na nią mamy wpływ. Myślmy dobrze o sobie i o innych, bo jest w nas dużo dobra, tylko je chowamy z różnych przyczyn.

    Uff… Udało się, pierwszy post. Bądźcie wyrozumiali, pozdrowionka 🙂

Przywitanie

    Nie chcę pisać czegoś w rodzaju CV, czy autobiografii, bo suche fakty z mojego życia, wcale nie pokazują, kim jestem, a ambitniejszy opis zabije wszystko, co chcę przekazać.

    Cześć, jestem Ania…
Poznajcie mnie, czytając mojego bloga. Myślę, że to Wam powie więcej o mnie, niż ja sama.

    Niech to będzie zapoznanie w dawnej formie, chociaż w odświeżonym wydaniu.

    Zresztą, to co robię, ile mam lat, a nawet jak wyglądam, to tylko zewnętrze, wymyślone życie dla ludzi, którzy potrzebują klasyfikacji. To często przeszkadza w zagłębieniu się w czyjś świat.

    Cześć, jestem Ania, zapoznajmy się po staroświecku… powoli…