Ludzie to my wszyscy

      Ludzie kochają stereotypy, bo dzięki nim łatwiej jest znieść życiowe porażki. I nie chodzi tu o rzeczy, wydarzenia losowe, na które nie mamy wpływu, ale o sprawy, które zależą tylko i wyłącznie od naszego zaangażowania i umiejętności pokonywania własnych słabości. Łatwiej jest pomyśleć: nie dam rady, to nie dla mnie, ale wtedy też za brak sukcesów można winić tylko siebie. Naprawdę chcieć to móc. Wszystko jest w naszych rękach, tylko strach i lenistwo powodują brak osiągnięć.

ludzie

      Oczywiście nie wystarczy tylko marzyć i myśleć, trzeba działać, chłonąć wiedzę, zdobywać, a dostaniemy większość z rzeczy, o których marzymy. Warto też być cierpliwym, pamiętać, że nie wszystko zdobędziemy od razu, być gotowym na porażki, ale też na zawiść i wredne komentarze. Niektórzy ludzie karmią się potknięciami innych, dowartościowują się w ten sposób, a jednocześnie próbują zniechęcić innych do działania.

      Ludzie mają złożoną osobowość, ale niestety jest całe mnóstwo takich, którzy uważają się za lepszych od innych, a wcale nie są… Każdy ma słabości, nikt nie jest nieomylny. Gdy to zrozumiemy, łatwiej jest żyć, łatwiej jest przezwyciężyć lęki. Ostatecznie każdy człowiek na tym świecie, chociaż byłby nie wiem jak potężny w naszym mniemaniu, dalej jest tylko człowiekiem i dotyczą go takie same troski jak tak zwanych „zwykłych” ludzi (dygresja 😉 nie cierpię tego określenia, bo uważam, że wszyscy jesteśmy niezwykli).

      Zawsze zwycięża człowiek, to jest nasz wspólny mianownik, to łamie bariery. Dlatego właśnie nie ma różnicy, jakie jest nasze pochodzenie, status społeczny, czy finansowy. My sami, ludzie, stworzyliśmy te bariery na przestrzeni lat. Ale tak naprawdę zawsze ma znaczenie, co sobą reprezentujemy, jak się zachowujemy i to, co mamy w głowie, jak wykorzystujemy potencjał naszego umysłu.

      Nie ma nic gorszego niż głupota i niewiedza, brak zainteresowań i utrata dziecięcej ciekawości świata. To gubi ludzi… sprowadza ich do poziomu wegetacyjnego – odżywianie, przemiana energii i materii, rozmnażanie, zamykanie życiowych cykli…

     Ja uparcie chcę wierzyć, że wszystko ma jakiś głębszy sens, że nasze istnienie jest coś warte, bo jeśli nie…

      Nawet wolę o tym nie myśleć…

Nazwa tak ważna

      Czym jest nazwa? Sama w sobie nie ma znaczenia, dopiero w połączeniu z czymś, co opisuje, nabiera sensu… Trochę mnie przerażają obecne czasy… To, co dla mojego pokolenia było czymś zwyczajnym, staje się dzisiaj wyjątkowe i niesamowite, do tego stopnia , że tym „zjawiskom” nadaje się nazwy i uważa się je za coś nowego, odkrywczego… 

nazwa

      Czy leniuchowanie pod kocykiem z kawą i książką przy kominku musi się nazywać hygge, zdjęcie zrobione samemu sobie selfie, a własnoręcznie wykonane rzeczy diy? Czy naprawdę wszystko musi mieć nazwę? Tym bardziej, że osoby, które te nazwy nadają, automatycznie czują się twórcami… A może dlatego, że w dzisiejszych czasach trudno być naprawdę twórczym, bo przecież wszystko już kiedyś wymyślono…

      Kiedyś byliśmy zmuszeni do kreatywności, bo wielu rzeczy nie było, uważaliśmy to za normalne… Nie chcę zostać źle zrozumiana, należę do entuzjastów, kocham życie i pasjonatów, ale coraz więcej dzisiaj sztuczności i pozoranctwa. Umyka prawdziwy sens, a zostają modne określenia, często wymyślane przez speców od marketingu i ogłupiania. Nazwa zaczyna żyć własnym życiem…

      A już całkowicie oniemiałam, kiedy przeczytałam w jednej z gazet, że zaczynają być modne rozmowy telefoniczne, bo to jednak zbliża bardziej, niż smsy, czy messenger… Normalnie wraca średniowiecze… (sarkazm…)

      Gubimy się, w poszukiwaniu idealnego życia serwowanego przez wszelakie media, nie umiemy żyć swoim własnym. Robimy rzeczy, których nie lubimy, kupujemy nie to, co się nam podoba. I wbrew pozorom nie jest to nic nowego, takie zachowania istniały od zawsze, właściwie, od kiedy istnieje ludzkość. I jeśli korzystając z tego wszystkiego, potrafimy mieć swoje zdanie i dokonywać wyborów, to nie ma w tym nic złego.

      Najważniejsze w tym wszystkim, to zachowanie równowagi, odnalezienie wewnętrznego spokoju, szacunek do samego siebie. Ludzie, którzy lubią i szanują siebie, lubią i szanują innych ludzi.

      Warto się inspirować, ale nie ma sensu wszystkiego naśladować. Nie musimy być tacy jak wszyscy i właśnie to, że się od siebie różnimy jest takie piękne, bo każdy z nas wnosi inną wartość, w każdym jest coś wyjątkowego.

 

Śmierć za życia

          Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie książka Bronnie Ware „Czego najbardziej żałują umierający”. Nie będzie to recenzja, ale polecam serdecznie lekturę. Wbrew pozorom nie jest to książka o śmierci, ale o życiu…

          Śmierć… Dlaczego nas tak przeraża, chociaż jest nieuchronna, a z drugiej strony żyjemy lekceważąc ją, jakby miała nas nie dotyczyć. Każdy boi się śmierci, ja też, pewnie głównie dlatego, że jest jedną wielką nieznaną, a najbardziej boimy się nieznanego, nieoswojonego.

          W wielu kulturach śmierć jest traktowana zwyczajnie, jak element życia. Nas od małego straszy się śmiercią, przedstawia się ją jak coś bardzo złego i to jest chyba jeden z powodów naszych ciągłych obaw. Tak samo jak przemijanie, starzenie się – wielu ludzi nie lubi urodzin, nie przyznaje się do swojego wieku. A wbrew pozorom czas jest naszym sprzymierzeńcem, tylko z tego, co dostajemy, musimy dobrze korzystać. Nieuchronność śmierci powinna nas mobilizować i pozwalać na jak najlepsze wykorzystanie naszej krótkiej chwili we Wszechświecie, czyli życia. A my marnotrawimy czas, a potem nie ma już do kogo mieć pretensji…

          Mnóstwo ludzi tak bardzo odsunęło się od tematu śmierci, że gdy się zbliża lub dotyczy bliskich osób zaczynają robić straszne rzeczy. Moim zdaniem jedną z najgorszych jest „oddawanie” ukochanej osoby do szpitala lub domu opieki… Nikt nie jest cudotwórcą, a śmierć i tak w końcu nastąpi i każdy intuicyjnie czuje, kiedy człowiek gaśnie, więc dlaczego właśnie wtedy, kiedy potrzebuje on najwięcej miłości jest odrzucany, oddawany w obce ręce, które nawet najbardziej przyjazne, nie zastąpią obecności kochających osób. To nie jest łatwe zadanie, ale przed śmiercią ludzie najbardziej potrzebują życzliwości, nie opieki medycznej, igieł, aparatury, czy leków. Podobnie jak Bronnie Ware miałam okazję towarzyszyć kilku osobom w takich trudnych chwilach…

          Kiedyś usłyszałam bardzo piękne słowa od człowieka, któremu umarła żona, że miał zaszczyt i szczęście towarzyszyć jej do końca jej drogi, ale też miał możliwość pozamykać wszystkie sprawy. Nie każdy ma taką szansę, pożegnać się, wybaczyć, uzyskać wybaczenie…

          Śmierć jest nieodłącznym elementem naszego życia – oczywiste? Niestety, dla większości nie. Ludzie gonią za pustymi rzeczami, nie myślą o bliskich, pragną sukcesów, pieniędzy i … zostają sami…, bo więzi międzyludzkie są najważniejsze. Wymuszona pozycja w społeczeństwie nic nie znaczy, bo gdy tracisz władzę, przestajesz się liczyć (a propos dygresja 😉 – co roku przed świętami czytam z rodzinką  „Opowieść wigilijną” Karola Dickensa, bo pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany, zachęcam do tej wiecznie aktualnej klasyki).

          I właśnie podopieczni Bronnie Ware uświadamiają jej, że nie warto żyć według cudzych zasad, bo nasze życie jest nasze i to my na łożu śmierci będziemy żałować swoich decyzji (bo wtedy okaże się, że zawsze były one tylko nasze), nikt inny. A czego żałują umierający? – zapraszam do przeczytania książki i zastanowienia się nad własnym życiem. Czy aby nie jest ono tylko filmem klasy B, wymyślonym na potrzeby innych…

Wolność wyboru

          Myślę, że żeby tak naprawdę mieć pozytywne nastawienie, trzeba zauważać jak nasze życie jest normalne, dobre i wspaniałe. Jakie mamy szczęście, że żyjemy w dość stabilnych czasach. Jeśli chcemy, możemy bardzo dużo, nie ma w naszym kraju wojny, a system jest dość przyzwoity.

          Ale niestety, może będziemy musieli wyjść ze strefy komfortu, bo są ludzie, którzy twierdzą, że wiedzą lepiej jak mamy żyć. Czy nie podążamy w kierunku dyktatury… I o co walczyli nasi przodkowie… Po co nam to wszystko było, jeśli garstka ludzi może to wszystko zepsuć…

          Jestem kobietą, matką dwójki cudownych dzieci, żoną, człowiekiem… Staram się być dobra, chociaż jak każdy popełniam błędy, ale nigdy, przenigdy, nie uczyłam nikogo moralności. Wszyscy znamy zasady, a mimo to pośród nas żyją pedofile, gwałciciele, mordercy. Czemu z nimi nie rozprawić się porządnie. Nie… lepiej przyczepić się do kobiet, bo przecież jeszcze za mało mają problemów żyjąc w tym kraju, gdzie w wielu miejscach kobieta jest traktowana jak człowiek drugiej kategorii.

          W sumie, kto by się przejmował życiem kobiety… a, że ratując życie uszkodzonego płodu, który i tak nie będzie żył, kobieta może osierocić pozostałe swoje dzieci, to nieważne. Że zaszczuta i napiętnowana młoda dziewczyna wyrzuci dziecko do śmietnika, to nieważne. Że uszkodzone, niepełnosprawne dzieci żyją często w strasznych warunkach i są wykorzystywane, również seksualnie, to nieważne. Że mnóstwo jest żyjących niekochanych i niechcianych dzieci, to nieważne…

          Nikt nie chce prowadzić selekcji, nie o to chodzi, ale sama natura taką selekcję prowadzi i to o wiele brutalniejszą, eliminując jednostki uszkodzone, z wadliwym materiałem genetycznym, wytworzone na przykład z nieodpowiedniej mieszanki genów, po to, żebyśmy mniej chorowali, byli zdrowsi, wytrzymalsi…

          Są wspaniałe kobiety, które całkowicie poświęcają się dla chorych dzieci, chociaż znają ich brak perspektyw, chociaż każdy ich dzień przepełniony jest wspólnym bólem i cierpieniem. Podziwiam je bardzo, jest to akt heroizmu, którego tak naprawdę nikt nie docenia. Bo przecież jak mnie to nie dotyczy, to nie istnieje. Co więcej osoby, które nie doświadczyły takiego nieszczęścia, uczą swoje dzieci nietolerancji wobec inności i szykują dla tych przyszłych dorosłych straszny świat.

          A może ludzie, którzy tak łatwo piszą ustawy i podejmują decyzje, obejmą opieką (chociaż finansową) kilka takich rodzin. Niech spędzą jeden dzień jako matka-pielęgniarka, matka-służąca, matka-opiekunka. Niech poczują tą bezsilność, tą codzienną walkę, między miłością i tragedią. I tak osoba, która musi podjąć dramatyczną decyzję dotyczącą zakończenia ciąży będzie bardzo cierpieć i będzie pełna wątpliwości.

          Jeśli aborcja ma być zakazana, to pójdźmy dalej, zabrońmy cesarskich cięć (zostawmy to naturze/Bogu, jak kto woli), nie operujmy, nie leczmy, pozbądźmy się telewizji, internetu, środków transportu, domów. Zostawmy wszystko losowi, wróćmy do Średniowiecza, albo jeszcze dalej. A może to o to chodzi, głupimi i biednymi łatwiej rządzić…

          Nie dajmy się zwariować, nie oceniajmy, nie głośmy, że nasza racja jest jedyna we Wszechświecie, nie wiemy tego. Przestrzegajmy zasad, ale dopuszczajmy różne scenariusze. Nigdy nie wiemy z czym w życiu przyjdzie nam się zmierzyć i co odmieni całkowicie nasze myślenie.

          Sobie i wszystkim moim Czytelnikom życzę, abyśmy jak najrzadziej musieli podejmować ciężkie życiowe decyzje, a ludzi, którzy stają przed takimi wyborami wspieram z całego serca, bo nie wiem, czy potrafiłabym dokonać wyboru, czy ja mam żyć, czy ktoś…

Polubić siebie

          Polubić siebie… Wiele osób od razu bardzo się zdziwi, ale jak to, przecież to chyba oczywiste. Wcale nie takie oczywiste, a im jestem starsza, tym istotniejsze mi się wydaje…

          Dlaczego nie lubimy siebie – bo źle się oceniamy, jesteśmy dla siebie surowymi krytykami, bo staramy się spełniać czyjeś oczekiwania, bo chcemy być tacy jak inni, aż wreszcie, ponieważ wpojono nam, że polubić siebie to znaczy być egoistą i egocentrykiem…

          Moim zdaniem zaczyna się od porównywania, na początku wyglądu, z czasem również charakteru… Tylko po co się porównywać, to jaki zbiór genów i cech zewnętrznych otrzymamy, nie jest naszą zasługą, ani winą, więc po co to robić? A czy nasz typ urody komuś odpowiada… Rzecz gustu… Oczywiście każdy chce się podobać… ale nierzadko jest tak, że zadbany człowiek pociąga nas o wiele bardziej niż ten naturalnie piękny, ale niechlujny…

          Kolejny trudny temat to charakter, bardzo złożona sprawa, a wielu ludzi mierząc swoją ciasną miarką od razu nas kategoryzuje, nawet nie próbując poznać… Nie stara się zobaczyć w nas człowieka, patrzy jedynie przez pryzmat naszego zawodu, osiągnięć, tego, co posiadamy, powiela stereotypy…

          Dlaczego warto polubić siebie:

bo jeśli jesteśmy dobrzy dla siebie, jesteśmy lepsi dla innych,

jesteśmy szczęśliwsi i ludzie wokół nas też są szczęśliwsi,

stajemy się bardziej atrakcyjni dla innych,

– mamy większe możliwości i większą szansę na wspaniałe osiągnięcia,

– jesteśmy odważniejsi i bardziej zdeterminowani,

chętniej przejmujemy inicjatywę, zamiast biernie czekać, co przyniesie los…

          Oczywiście, nie piszę o popadaniu w samozachwyt. Krytyczna ocena jest tak samo potrzebna jak zdrowy egoizm.

          Nie oceniajmy innych, nie wiemy dokładnie, co przeszli. Wbrew pozorom każdy z nas tak samo boi się oceny, szczególnie negatywnej… Nie rywalizujmy – zdrowa rywalizacja jest moim zdaniem możliwa tylko w sporcie, w pozostałych dziedzinach kooperacja zawsze daje więcej… Nie porównujmy, każdy jest wyjątkowy i ma przynajmniej jedną niepowtarzalną cechę, każdy.

          Piszę to wszystko, nie dlatego, że chcę być czyimś mentorem. Sama się tego uczę każdego dnia. Próbuję uwolnić się od pewnych głupich schematów i przestać przepraszać, że żyję… Nie jestem niczyją własnością, nikt nie jest, nasze dzieci też nie są naszą własnością, chociaż wielu ludzi sądzi, że ma akt własności na dziecko, żonę, męża… o każdy drobiazg w życiu trzeba dbać, nic nie jest nam dane…

          Niestety większość ludzi woli pozory, bo tak łatwiej… Życie wymyślone dla sąsiadów, znajomych, potwierdzone na facebooku… Urocze… i straszne jednocześnie. Życie na pokaz jest moim zdaniem najgorszą formą egozimu i najgorszym sposobem na podbudowanie własnej wartości…

          Dlatego trzeba polubić siebie, nasze zalety i wady. Trzeba zrobić coś dla siebie, żeby codziennie stawać się lepszym człowiekiem.

Mama na zawsze

                Mama to istota niezwykła. Osoba, która jest w stanie poświęcić dla swojego dziecka wszystko, łącznie z własnym życiem. To ona jest przy nas zawsze, kiedy potrzebujemy pomocy i przytulenia, ale także wspiera nasze działania i cieszy się sukcesami.

                Mama kocha bezinteresownie i bezwarunkowo. Dopiero kiedy dorastamy i sami mamy dzieci, zaczynamy to rozumieć… Po co było to wszystko… Te wszystkie drobiazgi, które w dzieciństwie doprowadzały nas do szału… Po to, żebyśmy wyrośli na dobrych i mądrych ludzi.

                Dziękuję Ci Mamo za to… ❤

                Nie wszyscy mają takie szczęście jak ja. Nie mogą cieszyć się swoją mamą, patrzeć jak staje się babcią. Wiele bliskich mi osób straciło swoje mamy – nie wyobrażam sobie ich cierpienia… Ja nawet nie potrafię o tym myśleć. Mama jest na zawsze mamą i nawet w dorosłym życiu, jedną z ważniejszych osób.

                Pamiętam, jak pewnego dnia dotarło do mnie, małego dziecka, że rodzice kiedyś umrą… Ta myśl przerażała mnie kiedyś i przeraża mnie nadal, chociaż sama jestem już dorosła i mam własne dzieci. To w dużej mierze dzięki naszym rodzicom jesteśmy tacy jacy jesteśmy, to oni tworzą podwaliny.

                I jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, a piszę to mając podwójną perspektywę (jako mama i jako córka), co do miłości waszych mam, to powiem, że nie ma bardziej szczerego i czystego uczucia. Co więcej, ta relacja nigdy nie przemija, zmienia się, przechodzi przez różne etapy życia, ale zawsze jest tak samo wspaniała.

                Doceniajcie swoje mamy, a dziś w tym szczególnym dniu pamiętajcie, żeby cieszyć się ich obecnością, bo nigdy nie wiemy, kiedy ich zabraknie.

                Wszystkim Mamom z okazji ich Święta przesyłam olbrzymie buziaczki.

 

                Dzisiejszy post z najpiękniejszymi życzeniami dedykuję mojej kochanej Mamusi ❤  

 

Palenie papierosów

                Palenie papierosów jest szkodliwe, powoduje trwałe zmiany chorobowe w naszym organizmie, nad czym tu się zastanawiać !!? Szału dostaję słysząc dywagacje w stylu modne/niemodne, obciach czy styl. Ludzie boją się o swoje zdrowie, ale nie boją się palić.

                Palenie papierosów to coś czego nienawidzę, bo obserwuję każdego dnia, co robi ludziom… Ile osób skazuje się przez to (za duże pieniądze) na kalectwo lub śmierć. Śmierć rzadko nagłą, na ogół powolną, bolesną, w cierpieniach. Palacze krzywdzą siebie i innych.

                Niektórzy ludzie (i niestety wcale nie jest ich mało) uważają, że papierosy dodają im animuszu, ale czy poza nastolatkami, czy studentami, komuś jeszcze imponuje nikotynizm. Palenie papierosów pokazuje ludziom nasze najgorsze słabości. Nigdy nie poczujemy nawet namiastki wolności będąc uzależnionym. Brak uzależnień jest naszą siłą. Palenie papierosów odbiera nam zdrowie, urodę, a nawet pieniądze, powoli i podstępnie zabija, a my jeszcze za to płacimy.

                Wydawało mi się, że w tak nowoczesnych czasach, kiedy łatwo pozyskuje się wiedzę, kiedy modą jest zdrowy styl życia, papierosy powinny całkowicie zniknąć. Niestety nie, mają się całkiem dobrze.

                Część ludzi tłumaczy się, że zaczęła palić dla towarzystwa. Kolegowałam się z wieloma palaczami i nigdy nikomu nie przeszkadzało, że nie palę. Zresztą, po co mieć znajomych, dla których liczy się to, czy palisz papierosy, albo jakie nosisz ciuchy, zamiast tego jakim jesteś człowiekiem.

                Kolejny absurdalny argument – palę, bo wszyscy w mojej rodzinie palą lub palili. Moi rodzice palili kiedyś papierosy, a ani ja, ani moje siostry, nigdy nie paliłyśmy. Na szczęście oni sami od kilkunastu lat też nie palą.

                Kocham również wymówkę w stylu, bo jak rzucę, to przytyję – LITOŚCI! Tyje się od JEDZENIA, a nie od rzucania palenia. Zresztą palenie papierosów to najgorszy sposób na odchudzanie, chyba, że ktoś chce ładnie (czyt. szczupło) wyglądać w trumnie – w niej i tak po paru latach będzie „szczupły”, aż do kości.

                Kompletnie nie mogę zrozumieć potrzeby palenia, czym kierują się ludzie palący. Dlaczego to robią?

                Pomyślicie, a miało być pozytywnie, a jednak nie jest. A właśnie, że jest. Zamiast użalać się nad sobą i palić, zróbmy sobie listę, dlaczego warto rzucić.

                DLACZEGO WARTO RZUCIĆ PALENIE PAPIEROSÓW?

  1. Aspekt zdrowotny – to nie rak płuc jest najgorszy i to nie jedyna choroba, na którą umierają palacze (on działa dość szybko, reszta zazwyczaj powoli).

Miażdżyca tętnic – zawały, udary; przewlekła obturacyjna choroba płuc, również astma oskrzelowa, choroba wrzodowa. To są te najczęściej spotykane, ale tak naprawdę nie ma narządu, który prędzej, czy później nie zostanie uszkodzony przez papierosy.

  1. Bezpłodność – u obu płci. Specjalnie umieszczam ją w oddzielnym punkcie, bo często jej przyczyny są bardzo proste i sami ją początkujemy. Dodatkowo palenie, drodzy panowie, negatywnie wpływa na potencję.
  2. Wygląd – jeszcze mężczyźni, aż tak źle nie wyglądają, gdy palą, ale kobiety… Starą palaczkę widać z daleka – brzydka cera, włosy, zniekształcone rysy twarzy i niezbyt ładny zapach. Dlaczego to sobie robimy?
  3. Pieniądze – ja zatrzymałam się na kilku złotych za paczkę (w akademiku miałam palącą współlokatorkę). Papierosy są strasznie drogie, przeraziłam się jak zobaczyłam aktualne ceny – kilkanaście złotych, za coś co nas zabija? Zupełnie tego nie rozumiem. I jeszcze tego, że na fajki ludzie wyskrobią, na pożyteczne rzeczy nie mają, dla dzieci nie mają, a na papierosy musi być.

Prosta matematyka: paczka – 15zł x 30 dni w miesiącu – razem 450zł (zakładając paczkę na dobę, co jak wiemy wcale nie jest standardem). Dla mnie to jest spora kwota, muszę się nieźle pomęczyć w pracy, żeby ją zarobić i ot tak miałabym to puścić z dymem. Mi więcej przyjemności sprawiają ciuchy lub buty.

  1. Szacunek do innych i samego siebie. Przez wiele długich lat to palacze rządzili światem, nie pytali, czy mogą zapalić w przedziale pociągu, na ulicy, w restauracji, nie dawali wyboru niepalącym. Teraz podnoszą krzyk o swoje prawa. Każdy ma wybór, ale jeśli wybiera życie bez papierosa, to nie chce być również biernym palaczem.

                PAPIEROSY SĄ SZKODLIWE!

                To nie jest slogan. Nie znalazł się jeszcze człowiek, który doszukałby się jakiegokolwiek pozytywnego aspektu palenia, natomiast o skutkach negatywnych powstało mnóstwo prac i badań.

                Najgorsza jest ta cała demagogia. Palę, truję siebie i innych, a potem lecę po pomoc, bo „boli” serce, a może mam raka.

                Będę dumna, jeśli po przeczytaniu tego artykułu, chociaż jedna osoba przestanie palić. Jeśli ktoś potrzebuje wsparcia, chętnie pomogę. Udało mi się już wiele osób przekonać i przeszły na jasną stronę mocy, nie zostawajcie po tej ciemnej, bądźcie nowocześni, nie palcie, bo nie warto!

Szokowanie – moda czy styl życia

                Szokowanie … Tak się rozglądam i rozglądam, co jest najbardziej popularne w sieci i dochodzę do wniosku, że jednak szokowanie… Idę więc za trendem i też będę szokować. Czym? Normalnością, językiem bez wulgaryzmów, pozytywną energią. Nie pozytywną nastawioną na sukces, agresywną, nachalną, przereklamowaną, ale taką ciepłą, rodzinną i serdeczną, bez zbędnych słów i szokujących zdjęć.

                Szokowanie na chwilę daje nam sławę, ale po jakimś czasie może nam zacząć przeszkadzać, chociażby ze względu na rodzinę. Bo w tym biegu naprzód warto czasami rozejrzeć się na boki, a nawet zatrzymać, czy cofnąć, aby jeszcze raz wybrać swoją drogę. Zastanowić się, zrobić rachunek. Nie będziemy idealni, i nie musimy być. I to jest najpiękniejsze, że to kim jesteśmy, zależy przede wszystkim od nas samych.

                Zastanawiam się co w tej chwili ludzi najbardziej kręci, no i niestety kręci ich bezpośredniość, wulgarne odzywki, rzeczy wprost rzucane między oczy. Czy to naprawdę jest takie fajne? A ja tęsknię za kulturą, może trochę udawanym, ale blichtrem, bo w świecie bez zasad, zasady zaczynają być podporą. Nie można się stale buntować, to jest fajne jak mamy naście, dwadzieścia lat, ale później chcemy szacunku, chcemy spokoju. Moim zdaniem taki otwarty bunt na wszystko jest oznaką egoizmu i braku życiowego doświadczenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie mieć własnego zdania, czy być bezpłciowym, ale mam wrażenie, że dzisiaj w cenie jest przede wszystkim szokowanie. Tylko czym można zszokować pokolenie, które posmakowało już wszystkiego i czy wszechwiedza i samozachwyt w tak młodym wieku są wskazane?

                Wiem, jestem zgredem, na pewno trochę jestem, ale przeraża mnie to przewartościowanie, które aktualnie nastąpiło, presja na sukces, promocję. Wszystko super, ale jeśli po drodze gubimy ważne wartości, to już nigdy ich nie odzyskamy. A dzisiaj sprzedajemy wszystko, również siebie, wymyślonego, czy prawdziwego, ale sprzedajemy. Liczy się fejm, liczy się to, żebyśmy byli na górze. Ludzi nie cieszą proste przyjemności, bo przecież wstyd się przyznać, że zagraliśmy z dzieckiem w nogę na trawie, lepiej brzmi, że z instruktorem jeździliśmy na nartach w Alpach.

                Większość naszych działań jest skierowana na budowanie naszego wizerunku u ludzi, którzy i tak nas mają w nosie. Interesują się nami, bo nie mają własnego życia, albo wtedy, kiedy się potkniemy. Bo czy może istnieć prostszy sposób na dowartościowanie się…

                I żebym nie została źle zrozumiana, często robię i mówię rzeczy, które w naszym kraju nie są, ani dobrze postrzegane, ani rozumiane, szczególnie w kwestiach światopoglądowych. Myślę jednak, że można równie dosadnie przekazać wiele rzeczy bez opluwania innych. Zbyt dużo jest tych plujących, sarkastycznych, przemądrzałych ludzi, którzy nic jeszcze nie wiedzą i nie rozumieją, którzy jeszcze nie musieli dokonać żadnej poważnej życiowej decyzji. Powtarzam po raz kolejny, ja na szczęście bardzo złych rzeczy osobiście zbyt wielu nie doświadczyłam, ale ze złem, cierpieniem, nieszczęściem i tragedią mam do czynienia na co dzień… I w takich sytuacjach nie dają rady nawet najwięksi „twardziele”.

                Dlatego nie przekonują mnie populistyczne hasełka, pyskowanie, czy szokowanie ostrym słowem, bo czasami wartością jest przemilczenie niektórych rzeczy. Cięte wypowiedzi zjednają nam ludzi myślących podobnie, ale niechcący mogą zrazić tych wartościowych, którzy chociaż wydają się niewidzialni, mogą mieć w sobie więcej wartości niż cała reszta. To jest tak trochę, jak z najpopularniejszą osobą w liceum. Znają ją wszyscy, wielu jej zazdrości, otwarta, radzi sobie, zapali papierosa w szatni, „zbuntuje się” nauczycielom, wyniosą ją nieprzytomną ze studniówki, a w dorosłym życiu… różnie bywa… Często nie znajduje swojego miejsca, popada w nałogi, a zbyt wczesna samozadowolenie nie pozwala jej się rozwijać, bo i po co… Nie każdy ma taki sam start w życiu, nie każdy musi się na siłę lansować. A za pieniądze i tak nie kupimy najważniejszych rzeczy.

                Czasami warto odpuścić, to że mamy wpojone, że jesteśmy najlepsi i że nawet spora części ludzi pójdzie za nami, wcale nie oznacza jeszcze sukcesu. Historia nie raz pokazała, że ludzie szli bezmyślnie za wieloma ideami, za hasłami, nie zawsze mądrymi. Negowanie wszystkiego jest obecnie bardzo mądre. Łatwiej wszystko ocenić i krytykować, trudniej zrobić coś, co zostanie zauważone, będzie mądre i pożyteczne. Dobre zasady, przyzwoitość i kulturalne zachowanie jest niepotrzebne. Łatwiej bezkarnie gnoić innych, nawet wtedy, jeśli nie mamy zielonego pojęcia o nich i ich życiu. Najgorsze jest to, że osoby, które najwięcej krzyczą, znikają, kiedy przychodzi moment podjęcia decyzji, działania. Im szybciej zrozumiemy, że oprócz lansowania się nie zaszkodzi trochę pokory i dystansu do siebie, tym szybciej dojrzejemy. Zmieniamy się całe życie, bo wszystko się zmienia. Zmieniają się nasze role w życiu, co powoduje, że nasze poglądy siłą rzeczy łagodnieją.

                Czy wy też uważacie, że prowokacja ma swoje granice i nie wszystko musi ujrzeć światło dzienne, czy wręcz przeciwnie, wolicie tą swobodę?

O mnie – czyli ulepszanie bloga

                Dzisiejszy wpis będzie trochę szalony z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że o wielu rzeczach chcę napisać – jak zawsze… 😉 Poza tym ostatnio nie było normalnego postu, tylko w końcu dopracowane O mnie. I pogoda jest ładniejsza, i trochę jestem zalatana, i codziennie się douczam, co mogę robić lepiej, i dlatego chcę się tym wszystkim podzielić i nie wiem, co mi z tego wyjdzie.

                Tak naprawdę wszystkie te rzeczy są trochę ze sobą powiązane. Zacznę od wpisu O mnie. Jakoś tak intuicyjnie wiedziałam, że jest on bardzo istotny, dlatego tak długo nie miałam wpisanego nic ciekawego w głównym menu, tylko taką notkę „przywitalną”. Miałam kilka pomysłów, ale nie wiedziałam na ile mogę sobie pozwolić, nie chciałam czegoś w rodzaju CV, ale coś bardziej osobistego. Nie chciałam też pisać autobiografii… Zaczęłam szperać po innych blogach, co mi dodało odwagi, żeby zrobić to w taki, a nie inny sposób.

                Jestem zachwycona atmosferą, jaka panuje między blogerami i tym, że ludzie chcą się wspierać. Bałam się strasznie internetowego hejtu, a jak na razie spotykają mnie miłe rzeczy. Na blogu działam głównie intuicyjnie, jeśli chodzi o charakter bloga, nazwę, moje wpisy, natomiast wiem, że muszę dostosować się do pewnych reguł rządzących internetem (na przykład konto na facebooku, czyli potęga w promocji wszelkich treści).

                Blog jest moją pasją, którą staram się rozwijać, ale nie mogłabym tego robić, gdyby nie „normalna” praca. Nie znaczy to, że nie traktuję tego co robię poważnie, a jedynie to, że nie zawsze mogę swojej stronie poświęcić tyle czasu, ile bym chciała. Posty piszę pod wpływem chwili, czyli najpierw przelewam myśli na papier. Poza tym staram się, żeby wszystko wyglądało ładnie graficznie i żeby jak najlepiej działało.

                Oczywiście techniczne sprawy są bardzo ważne, natomiast najfajniejsze jest wzajemne inspirowanie się, wiele wspaniałych emocji, poznawanie siebie i ludzi od zupełnie innej strony. Bardzo bałam się internetu, nigdy nie pisałam komentarzy, szukałam tylko konkretnej wiedzy, albo robiłam zakupy internetowe. Teraz odkrywam sieć na nowo i cieszę się z tego wszystkiego jak małe dziecko. Dziękuję za tak piękną reakcję na wpis O mnie, tym bardziej, że jest to mój najbardziej osobisty post i obawiałam się jego publikacji.

                Zdjęcia są w większości robione przeze mnie, a część przez mojego męża, te z dzisiejszego wpisu pochodzą z mazurskiego weekendu 🙂 .  Mam duże wsparcie bliskich, a pierwszymi recenzentami i moim największym, kochanym fanklubem są moje dzieciaczki i mąż. Za to i za wyrozumiałość przy „atakach” pisania, bardzo jestem im wdzięczna.

                Na koniec proponuję bardzo prostą zabawę, która nam urozmaica wszelkie samochodowe wyprawy – tworzymy wspólną opowieść, pierwsza osoba wymyśla słowo, a każda kolejna, powtarza wszystkie powiedziane przed nią wyrazy dodając następne, pasujące do reszty. Im dziwniejsza opowieść, tym łatwiej ją zapamiętać 🙂 .

                Życzę wszystkim miłego i słonecznego tygodnia 🙂 .

Rodzina

                Wracam i będę wracała do tematów związanych z rodziną, ponieważ RODZINA to podstawa. I nie chodzi mi tu o rodzinę w sensie więzów krwi, bo to często za mało, tylko o rodzinę jako cudowną jednostkę stworzoną od podstaw. Rodzina to baza, która nas kształtuje, a następnie pozwala stworzyć kolejną, niepowtarzalną rodzinę.

                Takie tematy będą stale wracały w moich postach, ponieważ to rodzina lub niestety jej brak, ma największy wpływ na to kim jesteśmy, jakie mamy podejście do życia i jakie są nasze dzieci. Należę do życiowych szczęściarzy, wychowałam się w cudownej, kochającej i szanującej się rodzinie. I dzięki temu w dorosłym życiu mogę cieszyć się podobną. Pewne wartości, podstawy, wynosimy z domu, ale również to, że mamy w tej rodzinie oparcie, daje nam energię, pozwala na wielkie osiągnięcia, daje duże możliwości. Czytaj dalej Rodzina