Dawka pozytywnej energii

          W tym tygodniu doświadczyłam masy niesamowitych emocji, przede wszystkim pozytywnych. Jeszcze raz dziękuję, za każde miłe słowo. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ mocno wierzę w ludzi i widzę, że warto… Jednocześnie bardzo się stresuję, bo chciałabym, żeby moje wpisy nadal sprawiały przyjemność i działały jak dawka pozytywnej energii.

          Cieszę się, że jestem człowiekiem, że mój mózg nie odpowiada tylko za podstawowe funkcje życiowe, że potrafię myśleć i czuć. Niestety, to samo, co sprawia, że możemy się zachwycić, bardzo często rodzi ból. Wielu ludzi nie waży słów, rani mówiąc. I to jest straszne, bo tak niewiele trzeba, żeby wszystkim żyło się lżej. Mały uśmiech, potrafi zdziałać cuda. W ogóle, to właśnie te drobne, małe radości dają nam potem cudowne wspomnienia. Ja, zapamiętuję wszystko: obrazy, zapachy, słowa, sytuacje… Dodatkowo utrwalam je na zdjęciach i filmach, a teraz też częściowo na tej stronie. 
 
          Wielu ludzi twierdzi, że liczą się przede wszystkim czyny. Oczywiście, że tak, ale czasami drobny gest, czy słowo, dają nam znacznie więcej.
Chyba zaczynam truć… ?
 
          To może trochę lżej… Ponieważ wychowałam się w zupełnie innych czasach ( bardzo pięknych, radosnych, kiedy ludzie się często spotykali, spędzali razem czas), miałam wiele obaw związanych z funkcjonowaniem w internecie. Oczywiście trzeba być ostrożnym i korzystać z niego mądrze, a jeśli podejdziemy do wirtualnego świata w odpowiedni sposób, możemy być bardzo zaskoczeni.
          Nie jest to moja pierwsza przygoda związana z tworzeniem w sieci, ale jest w zupełnie innej formie i innym wymiarze. 
 
          Pierwszą było forum studenckie, pomysłu mojego męża, przy którym pomagałam tworzyć kategorie, wpisy, odpowiadałam na komentarze. Poznaliśmy dzięki temu sporo fajnych ludzi, udało nam się zainteresować projektem wiele osób, ale przez nieuczciwość właściciela serwera nasze dane zostały przejęte i skończyło się to wszystko w niemiły sposób. No cóż…, ale i tak było świetnie…
          Drugą, był rodzaj albumu naszej córeczki, stworzonego przede wszystkim, żeby dzielić się zdjęciami z najbliższymi. A ja jako matka-kwoczka, mogłam się „pochwalić” naszymi pierwszymi, rodzinnymi chwilami. Była to świetna odskocznia od codziennych obowiązków, bo nie oszukujmy się, dzieciątko, oprócz wielkiej radości, to również sporo stresów, łez i nieprzespanych nocy. Niestety, gdy nasza córeczka miała cztery miesiące, musiałam „pójść” do pracy. Na stronkę powoli nie miałam czasu i tak jakoś samoistnie wygasła.
          Teraz wracam, troszkę starsza i dojrzalsza ?, nadal pełna obaw, ale i optymizmu. W sumie, co mam do stracenia, a krzywdy nikomu nie robię.
 
          Stale proszę o komentarze, bo chciałabym zachęcić do uczestniczenia w tym moim blogowym świecie. Chętnie włączę się w rozmowę, a może ktoś ma ochotę zaprezentować swoją stronę, zdjęcia, przemyślenia… Wiem, że twórczych ludzi nie brakuje i to jest piękne.
 
          Jeszcze raz dziękuję za wszystkie dotychczasowe polubienia i komentarze, jesteście KOCHANI! ?
          Specjalne podziękowania dla Pauliny i Marcina, przede wszystkim za bezinteresowność! Duża buźka!
 
Zapraszam do dzielenia się
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *