Pachnący domowym jedzeniem

          Dzisiaj post pachnący domowym jedzeniem. Wspólne gotowanie i rodzinne posiłki potrafią działać cuda. Najmilsze wspomnienia często pachną domowym jedzeniem…

          Gotuję i eksperymentuję w kuchni, od kiedy pamiętam… Zaczynałam od „pomagania” Mamie, której bardzo dziękuję za to, że nigdy nie wyganiała nas z kuchni i pozwalała nam doświadczać magii związanej z wyczarowywaniem pysznych potraw z czasami bardzo prostych składników.

          Potem było „Gotowanie na ekranie” – chyba pierwszy i wydaje mi się, że jedyny kulinarny program w czasach mojego dzieciństwa… Czekałam na niego z wypiekami na twarzy, z kartką wyrwaną z zeszytu i długopisem, a potem udawałam, że jestem panią z telewizji i sama do siebie opowiadałam przy przygotowaniu potraw, co z czym wymieszać, szykowałam składniki wcześniej, żeby je po kolei dodawać. To było cudowne…

          Zeszyt z przepisami prowadzę chyba od jakiegoś dziewiątego roku życia. Wzorowany na notatniku mojej Mamy z dzieciństwa, z pożółkłymi kartkami, plamami z przygotowywanych dawniej potraw i wspaniałymi przepisami. Aktualnie mój zeszyt, przy pomocy Męża przemienił się z szalonej zbieraniny, w troszkę bardziej uporządkowaną „Księgę Czarów” ? Kiedy jej używam, czuję się jak czarownica, ale taka pozytywna (czarodziejka brzmi jakoś tak infantylnie), której dom jest pachnący domowym jedzeniem. Otwieram ją, a po chwili cała rodzina tworzy wspaniałą, apetyczną historię.

          Nic tak dobrze nie wpływa na świetne relacje w rodzinie i relacje międzyludzkie w ogóle, jak wspólne „pichcenie”, a później delektowanie się pysznym jedzonkiem. I to nieprawda, że przygotowywanie domowych posiłków jest strasznie czasochłonne. Jeśli robi się wszystko razem, każdy szykuje jeden element, to jest to po prostu frajda. Dzieci uczą się samodzielności, a poprzez zabawę poznają tajniki szykowania potraw, zapamiętują przepisy i podstawowe zasady gotowania, które w przyszłości pozwolą im na twórcze kucharzenie. Staram się nie wypraszać dzieci z kuchni, a one bardzo chętnie pomagają, a później chętniej zjadają własnoręcznie przygotowane potrawy.

          Dom pachnący samodzielnie zrobioną drożdżową chałką, czy bułeczkami, to dom, do którego chce się wracać. Gdy jest nam źle, przywołanie zapachu i smaku z dzieciństwa, od razu poprawia nastrój. Oczywiście nie chodzi mi o zajadanie stresów, bo to jest niemądre i może nas jedynie doprowadzić do otyłości. Chodzi mi o delektowanie się smakiem, szukanie nowych połączeń, zdrowe i mądre żywienie.

          Nie gotujemy w naszym domu typowo po polsku. Klasyczny schabowy gości u nas rzadko, ponieważ ze schabu można wyczarować dużo ciekawsze potrawy. Ja niestety nie jestem profesjonalistką, nie trzymam się zasad, kocham wymyślać. Chyba jeszcze mi się nie zdarzyło zrobić potrawy według przepisu, zawsze jest ona moja. Fakt, że przez to zdarzają mi się wpadki w stylu Ani z Zielonego Wzgórza, że nie dodam ważnego składnika (np. mąki), bo tworzę w głowie jakąś cudowną historię, ale na ogół udaje mi się z gotowania wyjść obronną ręką… ?

          Nie mogłabym codziennie gotować tego samego. Oczywiście są potrawy, do których wracamy, ale próbujemy też wszystkich nowości. Nieprawdą jest, że na ciekawe pomysły potrzeba drogich składników. Z najprostszych połączeń można stworzyć prawdziwe kulinarne cuda.
Wszystkim moim Czytelnikom życzę SMAKOWITEGO i PACHNĄCEGO pysznym jedzonkiem weekendu i wybaczcie, biegnę przyszykować pyszności z moją Rodzinką. ?

Zapraszam do dzielenia się
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *