Szokowanie – moda czy styl życia

                Szokowanie … Tak się rozglądam i rozglądam, co jest najbardziej popularne w sieci i dochodzę do wniosku, że jednak szokowanie… Idę więc za trendem i też będę szokować. Czym? Normalnością, językiem bez wulgaryzmów, pozytywną energią. Nie pozytywną nastawioną na sukces, agresywną, nachalną, przereklamowaną, ale taką ciepłą, rodzinną i serdeczną, bez zbędnych słów i szokujących zdjęć.

                Szokowanie na chwilę daje nam sławę, ale po jakimś czasie może nam zacząć przeszkadzać, chociażby ze względu na rodzinę. Bo w tym biegu naprzód warto czasami rozejrzeć się na boki, a nawet zatrzymać, czy cofnąć, aby jeszcze raz wybrać swoją drogę. Zastanowić się, zrobić rachunek. Nie będziemy idealni, i nie musimy być. I to jest najpiękniejsze, że to kim jesteśmy, zależy przede wszystkim od nas samych.

                Zastanawiam się co w tej chwili ludzi najbardziej kręci, no i niestety kręci ich bezpośredniość, wulgarne odzywki, rzeczy wprost rzucane między oczy. Czy to naprawdę jest takie fajne? A ja tęsknię za kulturą, może trochę udawanym, ale blichtrem, bo w świecie bez zasad, zasady zaczynają być podporą. Nie można się stale buntować, to jest fajne jak mamy naście, dwadzieścia lat, ale później chcemy szacunku, chcemy spokoju. Moim zdaniem taki otwarty bunt na wszystko jest oznaką egoizmu i braku życiowego doświadczenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby nie mieć własnego zdania, czy być bezpłciowym, ale mam wrażenie, że dzisiaj w cenie jest przede wszystkim szokowanie. Tylko czym można zszokować pokolenie, które posmakowało już wszystkiego i czy wszechwiedza i samozachwyt w tak młodym wieku są wskazane?

                Wiem, jestem zgredem, na pewno trochę jestem, ale przeraża mnie to przewartościowanie, które aktualnie nastąpiło, presja na sukces, promocję. Wszystko super, ale jeśli po drodze gubimy ważne wartości, to już nigdy ich nie odzyskamy. A dzisiaj sprzedajemy wszystko, również siebie, wymyślonego, czy prawdziwego, ale sprzedajemy. Liczy się fejm, liczy się to, żebyśmy byli na górze. Ludzi nie cieszą proste przyjemności, bo przecież wstyd się przyznać, że zagraliśmy z dzieckiem w nogę na trawie, lepiej brzmi, że z instruktorem jeździliśmy na nartach w Alpach.

                Większość naszych działań jest skierowana na budowanie naszego wizerunku u ludzi, którzy i tak nas mają w nosie. Interesują się nami, bo nie mają własnego życia, albo wtedy, kiedy się potkniemy. Bo czy może istnieć prostszy sposób na dowartościowanie się…

                I żebym nie została źle zrozumiana, często robię i mówię rzeczy, które w naszym kraju nie są, ani dobrze postrzegane, ani rozumiane, szczególnie w kwestiach światopoglądowych. Myślę jednak, że można równie dosadnie przekazać wiele rzeczy bez opluwania innych. Zbyt dużo jest tych plujących, sarkastycznych, przemądrzałych ludzi, którzy nic jeszcze nie wiedzą i nie rozumieją, którzy jeszcze nie musieli dokonać żadnej poważnej życiowej decyzji. Powtarzam po raz kolejny, ja na szczęście bardzo złych rzeczy osobiście zbyt wielu nie doświadczyłam, ale ze złem, cierpieniem, nieszczęściem i tragedią mam do czynienia na co dzień… I w takich sytuacjach nie dają rady nawet najwięksi „twardziele”.

                Dlatego nie przekonują mnie populistyczne hasełka, pyskowanie, czy szokowanie ostrym słowem, bo czasami wartością jest przemilczenie niektórych rzeczy. Cięte wypowiedzi zjednają nam ludzi myślących podobnie, ale niechcący mogą zrazić tych wartościowych, którzy chociaż wydają się niewidzialni, mogą mieć w sobie więcej wartości niż cała reszta. To jest tak trochę, jak z najpopularniejszą osobą w liceum. Znają ją wszyscy, wielu jej zazdrości, otwarta, radzi sobie, zapali papierosa w szatni, „zbuntuje się” nauczycielom, wyniosą ją nieprzytomną ze studniówki, a w dorosłym życiu… różnie bywa… Często nie znajduje swojego miejsca, popada w nałogi, a zbyt wczesna samozadowolenie nie pozwala jej się rozwijać, bo i po co… Nie każdy ma taki sam start w życiu, nie każdy musi się na siłę lansować. A za pieniądze i tak nie kupimy najważniejszych rzeczy.

                Czasami warto odpuścić, to że mamy wpojone, że jesteśmy najlepsi i że nawet spora części ludzi pójdzie za nami, wcale nie oznacza jeszcze sukcesu. Historia nie raz pokazała, że ludzie szli bezmyślnie za wieloma ideami, za hasłami, nie zawsze mądrymi. Negowanie wszystkiego jest obecnie bardzo mądre. Łatwiej wszystko ocenić i krytykować, trudniej zrobić coś, co zostanie zauważone, będzie mądre i pożyteczne. Dobre zasady, przyzwoitość i kulturalne zachowanie jest niepotrzebne. Łatwiej bezkarnie gnoić innych, nawet wtedy, jeśli nie mamy zielonego pojęcia o nich i ich życiu. Najgorsze jest to, że osoby, które najwięcej krzyczą, znikają, kiedy przychodzi moment podjęcia decyzji, działania. Im szybciej zrozumiemy, że oprócz lansowania się nie zaszkodzi trochę pokory i dystansu do siebie, tym szybciej dojrzejemy. Zmieniamy się całe życie, bo wszystko się zmienia. Zmieniają się nasze role w życiu, co powoduje, że nasze poglądy siłą rzeczy łagodnieją.

                Czy wy też uważacie, że prowokacja ma swoje granice i nie wszystko musi ujrzeć światło dzienne, czy wręcz przeciwnie, wolicie tą swobodę?

Zapraszam do dzielenia się
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *