„Tajemnicze znalezisko”

     Szukamy inspiracji w podróżach i obserwując nasze autorytety, a czasami okazuje się, że największym motorem naszych działań, mogą być najbliżsi. Chciałabym podzielić się pięknym wypracowaniem, które napisała (jako pracę domową) moja dziesięcioletnia córeczka.

     Pokazuje to, że dzieci są naszym największym skarbem, o który trzeba mocno dbać, ale nad którym trzeba też pracować. Warto pokazywać im piękno świata i zachęcać do rozwijania się.

     Czytaliśmy naszym dzieciom od pierwszych dni życia, i dzięki temu teraz bardzo lubią czytać. Marysia dosłownie „połyka” książki, a efekty… przeczytajcie sami…

 

Tajemnicze znalezisko

     Zdarzyło się to w sierpniu ubiegłego roku. Z koleżankami poszłam na spacer do lasu. Było piękne popołudnie. Słońce zachodziło już za chmury. Fajnie było stać z przyjaciółkami w lesie i podziwiać zachód słońca. Jednak musiałyśmy wracać już do domu. Nagle jedna z moich koleżanek, która nazywała się Ania, wskazała na coś błyszczącego w trawie. Podeszłam tam i zobaczyłam, że był to stary zegarek. Podniosłam go. Był złoty. W świetle zachodzącego słońca wyglądał naprawdę pięknie. Zabrałam go ze sobą do domu. Pokazałam go mamie i powiedziałam, że znaleźliśmy ten zegarek w lesie. Zanim mama zdążyła coś odpowiedzieć, w oknie pojawił się dziwny stwór, którego ani ja, ani mama, nigdy w życiu nie widziałyśmy. Był bardzo długi, miał sześć łap psich i błyszczące łuski. Jego twarz przypominała tylko troszeczkę twarz ludzką. Bardziej wyglądała jak pysk psa, wyglądający trochę jak ludzka twarz z oczami kota. Nagle powiedział do nas ludzkim głosem:

     – Macie mój zegarek, zegarek przenoszący w czasie. Znalezione nie kradzione. Jest teraz wasz.

     Po tych słowach rozpłynął się w powietrzu. Przerażone spojrzałyśmy na siebie. Teraz wszystko wiedziałyśmy. Następnego dnia opowiedziałam o tym koleżankom. Nie uwierzyły mi. Powiedziały, że opowiadam bzdury. Gdy wróciłam do domu, powiedziałam, że chcę wypróbować moc zegarka. Mama powiedziała, że to niebezpieczne. Zaparłam się, że chcę wypróbować ten zegarek. W końcu się zgodziła.

     – Tylko jak tym się steruje i jak wrócić z powrotem do rzeczywistości? – zapytała.

     – Nie wiem. – odpowiedziałam i założyłam zegarek na rękę. Następnie nacisnęłam pierwszy z brzegu guzik. Mama i nasz dom rozpłynął się w jednej sekundzie. Trochę się przestraszyłam, bo nie wiedziałam jak wrócić do domu. Wreszcie moje nogi dotknęły ziemi i moim oczom ukazał się dziwny obraz. Niedaleko, wesoło szeleszcząc, płynęła rzeka, a w oddali, było widać wysokie wieże zamku. Zaczęłam wolno zmierzać w stronę zamku, gdy nagle coś zaszeleściło w krzewach rosnących niedaleko. Niespokojnie rozejrzałam się we wszystkie strony. Zamek prawie się nie przybliżał. Dopiero jak znalazłam się dość daleko od miejsca, gdzie krzaki ruszały się, odważyłam się spojrzeć w tył. Zatrzymałam się. Za mną jechał powóz z czterema białymi końmi.

     – „To on poruszył krzakami.” – pomyślałam – „I to przed nim uciekałam.”

     Zamyśliłam się. Odskoczyłam w ostatniej chwili. Powóz był już metr za mną. Nagle zatrzymał się.

     – „Chyba mnie zauważyli.” – pomyślałam. Z karocy wysiadł król i królowa oraz ich syn. Od razu zauważyli mnie leżącą w trawie. Potem zabrali mnie ze sobą, żeby wynagrodzić mi to, co się stało. W drodze przypomniałam sobie o zegarku. Spojrzałam na swoją rękę. Nadal tam był. Poczułam ulgę.

     – Przyjechaliśmy właśnie do pałacu – powiedziała królowa – jeśli będziesz chciała, to możesz zostać na dłużej.

     Gdy skończyła mówić, zaczęłam się porządnie zastanawiać, który guzik na zegarku (a było ich pięć) przeniesie mnie do czasów, w których powinnam żyć. Nie mogłam też strzelać, który wybrać, bo mogłam narobić dużo szkód w czasie. Postanowiłam zrobić to nocą, aby nikt o tym nie wiedział.

     Kiedy zjadłam sytą kolację, poszłam do wyznaczonej dla mnie komnaty. Zapaliłam świecę i zaczęłam poważnie myśleć, który to przycisk. Wiedziałam, że pierwszy z brzegu służy do przenoszenia w czasie. Bez namysłu nacisnęłam drugi. Moje stopy oderwały się od ziemi. Gdy wylądowałam, była już czarna noc. Tej nocy gwiazdy słabo oświetlały drogę. Rozejrzałam się. Znalazłam się na ruinach starego zamczyska. Od razu wpadło mi do głowy, że stoję na ruinach tego zamku, w którym mieszkała królewska rodzina, i w którym jadłam sytą kolację. Pomyślałam, że te rzeczy musiały zdarzyć się dawno temu. A więc przeniosłam się w czasie, co znaczyło też, że jestem już bliżej roku, w którym żyję. Spojrzałam na rękę. Zegarek nadal tam był. Więc mogłam próbować dalej. Tylko miałam problem. Który przycisk przeniesie mnie do mojego prawdziwego świata. Zmęczona zeszłam z ruin. Położyłam się na trawie i zasnęłam.

     Następnego ranka postanowiłam przycisnąć ponownie drugi guzik. Ponownie moje stopy oderwały się od ziemi. Wylądowałam w jakimś nieznanym miejscu. Zapytałam jednego z ludzi, który mamy rok, a ten odpowiedział, że 2116. Czyli przeniosłam się o sto lat za daleko. Pospiesznie nacisnęłam trzeci guzik. I oto stanęłam przed swoim własnym domem. Weszłam do środka i natychmiast zapytałam mamę, ile na mnie czekała. Mama odpowiedziała, ze pięć minut. Opowiedziałam mamie wszystko ze szczegółami, a zegarek zakopałyśmy głęboko w ziemi.

Zapraszam do dzielenia się
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *