Dominikana – 19 rzeczy, których nie wiedziałam przed podróżą

           Dominikana – 19 rzeczy, których nie wiedziałam przed podróżą… (albo były przedstawione inaczej).

         Dominikana to jedna z Wysp Karaibskich, tropikalna i rajska, z błękitną wodą, białym piaskiem i palmami, to na pewno. I ani trochę nie rozczarowaliśmy się tym miejscem, ale wielu rzeczy nie dowiedzieliśmy się wcześniej.

Dominikana

         To nie jest żaden poradnik, nie jestem tego typu podróżnikiem, który zna się na wszystkim, ale przed wyjazdem czytałam z mnóstwa źródeł o Dominikanie, oglądałam vlogi i relacje, ale tych rzeczy się nie dowiedziałam.

Dominikana

1. JĘZYK
         Rzeczywiście Dominikana to głównie JĘZYK HISZPAŃSKI (kilku podstawowych słówek nauczyliśmy się przed wyjazdem), ale w większości miejsc, w których byliśmy, zawsze znajdowała się jakaś życzliwa dusza mówiąca po angielsku.

2. Ludzie są tutaj bardzo serdeczni, przyjaźni i życzliwi. I nie mówię tu o osobach zarabiających na turystach, tylko o mieszkańcach, którzy nie mają bezpośrednich korzyści z naszej obecności.

         Kiedy wypożyczony samochód odmówił nam posłuszeństwa (padł akumulator) pod marketem (a był już wieczór i robiło się ciemno), próbowaliśmy skontaktować się z obsługą wypożyczalni, w ciągu 20 minut uzbierała się grupka ludzi chętnych do pomocy – jeden pan wykręcił swój własny akumulator(!!), żebyśmy mogli ruszyć i dotrzeć jakoś do domu. Nie chcieli za to pieniędzy. Ja aż się popłakałam, bo to było niesamowite. A tylko jeden chłopak mówił po angielsku, reszta jedynie po hiszpańsku.

         W czasie wycieczki po Higuey wjechaliśmy pod prąd w drogę jednokierunkową (tam jest bardzo mało znaków), to natychmiast uzbierała się grupka miejscowych ludzi i wyprowadzili nas bezpiecznie na właściwą drogę. Nikt się nie denerwował, nie krzyczał. Spokojnie pokazali nam, gdzie mamy jechać.

Dominikana

3. Jeśli wypożyczacie samochód lub kupujecie wycieczkę (np. rejs na wyspę Saonę) korzystajcie ze sprawdzonych biur. Inne oferty po pierwsze nie zawsze są tańsze (często są one kierowane do ludzi na wycieczkach all inclusive, którzy nie wychodzą poza teren hotelowy i strzeżonej plaży i nie orientują się w cenach), a dodatkowo nie mamy żadnej pewności jak nasza wycieczka będzie wyglądała.

         My wypożyczyliśmy samochód w firmie AVIS i dzięki temu otrzymaliśmy pomoc od Polki (!! – mamy farta) pracującej w europejskiej siedzibie firmy w Hiszpanii – jak już pisałam akumulator się po prostu rozładował… 🙁

4. Dominikana jest BEZPIECZNA! Trochę pozwiedzaliśmy Dominikanę (z dwójką dzieci) i nie czuliśmy się ani przez moment niebezpiecznie. Oczywiście jak wszędzie warto zachować podstawowe środki ostrożności.

5. PIENIĄDZE.
         Nie warto kupować w Polsce dominikańskich pesos. Wystarczy mieć dolary. W każdym sklepie przeliczają dolary na pesos i odwrotnie i pokazują wg jakiego kursu są ceny. Nie zdarzyło nam się, żeby gdzieś ktoś nas oszukał.
         A swoją drogą pesos są bardzo ładnymi pieniędzmi ☺
         Spokojnie można też w wielu miejscach płacić kartą, a nawet w EURO.

Dominikana

6. Polecam podróż na własną rękę – lot znaleźliśmy przez Eurowings, a mieszkanko z AirBnB i jesteśmy bardzo zadowoleni. Mieszkaliśmy przy samej plaży, ale też mieliśmy okazję zobaczyć dużo więcej niż przy wakacjach typu ALL INCLUSIVE.

7. JEDZENIE – mnóstwo świeżych, pachnących owoców, warzywne banany (platany) w różnych postaciach, pyszne ryby i owoce morza oraz woda kokosowa prosto z kokosa. Warto przejść się do lokalnych sprzedawców – owoce często sprzedają z samochodu.

Dominikana

           Świetne restauracje i bary – z pysznym jedzeniem i niesamowitą atmosferą. Wiele z nich otwiera się niestety dopiero wieczorem – chyba sjesta obowiązuje we wszystkich ciepłych krajach 😉

Dominikana

          Lokalne sklepiki są dobrze zaopatrzone. Jedyne, co nie jest zbyt smaczne to pieczywo (w większości paczkowane), ale przy takiej ilości innych pyszności, to mało istotne.

Dominikana

8. Picie to przede wszystkim koktajle owocowe (z miąższem z owoców), które kosztują tyle, co u nas sok z kartonu w restauracji, a jeśli ktoś chce jeszcze taniej to może kupić owoce i sam je zrobić.

          No i oczywiście alkohol – rum jest naprawdę dobry (szczególnie w drinkach – a te z koktajlami owocowymi smakują niebiańsko), a z piwem różnie (ale w sumie w Polsce też niektóre piwa smakują nam lepiej, inne mniej).

         Jeśli chodzi o drinki – COCO LOCO w kokosie wymiata, trzeba koniecznie spróbować!

Dominikana

9. CENY jak na region turystyczny nie są wygórowane, przynajmniej jeśli chodzi o jedzenie. Nie wiem jak pamiątki, bo my kolekcjonujemy przeżycia i fotki. ☺

10. MOTOCONCHOS naprawdę są bezpiecznym i sprytnym sposobem na przemieszczanie się po okolicy, szczególnie na krótkich trasach.

         Nie wierzyłam, że się odważę, bo nie przepadam za motorami, a wręcz się ich boję. Ale przejażdżka taką taksówką to niezapomniane przeżycie. Bez problemu można korzystać z wszelkich środków transportu: motorów, autobusów i taksówek samochodowych.
         Taką taksówkę mieliśmy zamówioną przez panią, od której wynajmowaliśmy nasz domek. Na lotnisku czekał na nas elegancki pan w białej koszuli i pojechaliśmy wygodnym, dużym, klimatyzowanym autem.

11. Lotnisko w Punta Cana wcale nie jest jakąś chatą pod strzechą, jak to czytałam przed wyjazdem. Jest spore, klimatyzowane, eleganckie i stylowe. W wielu miejscach można odpocząć, są czyste toalety, knajpki i sklepy bezcłowe. Oprócz klimatyzacji w wielu miejscach pracują olbrzymie wentylatory. Dach jest pokryty palmowymi liśćmi, co daje niesamowite wrażenie. Dużo jest marmurowego kamienia. Obsługa jest bardzo miła i pomocna.

12. Miejsca, które odwiedziliśmy i bardzo nam się podobały:

Plaże (jest ich mnóstwo – my byliśmy w Bavaro (przy niej mieszkaliśmy), Uvero Alto (całkowicie pusta) i Macao (typowo surferska), jedna piękniejsza od drugiej.

Dominikana

Dominikana
Altos de Chavon – osada w stylu włoskim z amfiteatrem nad piękną Rio de Chavon – urocze miejsce

Dominikana

Dominikana
Higuey, żeby posmakować miejscowego życia
Punta Cana – tutejszy styl, samochody, school bus (taki amerykański klimat)

13. Jazda samochodem – tak, wszyscy mają pierwszeństwo, jest spory ruch, ale ludzie nie są nerwowi. Jeździłam za kierownicą i odczuwałam spokój, jakiego nie mam w Polsce. Drogi są całkiem fajne i dość szerokie. Jest trochę dziur, ale nie wszędzie. Autostrady są super i jeździ się po nich bez zarzutu.

14. DONT WORRY, BEACH HAPPY – ludzie tańczą, śpiewają i się uśmiechają.

Dominikana

         Dominikana jest miejscem pozytywnej energii. Wszędzie słychać miłą dla ucha muzykę, rytmiczną, ale stylową. Znane utwory są aranżowane w taki sposób, że chce się od razu tańczyć.

15. Pogoda – nuda, nuda, nuda…

          30°C i ciągle słońce, chociaż klimat jest tropikalny i w trakcie naszego pobytu zaczynała się pora deszczowa, ale deszcze padały jeśli już to w nocy, a w dzień przelotnie i temperatura spadała może o 1°C.

         Duża wilgotność powietrza powoduje, że po trzech ruchach człowiek jest zlany potem, ale szybko można się przyzwyczaić.

Dominikana

16. Woda w Oceanie Atlantyckim (Morzu Karaibskim) jest naprawdę ciepła, można w niej siedzieć godzinami.

         Na naszej plaży nie było żadnych żyjątek, dopiero wieczorem wychodziły pojedyncze kraby.
         W wodzie momentami pływało sporo wodorostów, ale nie przeszkadzało to w kąpieli.
         Na plaży można wynająć parasole i leżaki, jeśli ktoś lubi taki rodzaj wypoczynku. My albo siedzieliśmy w wodzie, albo spacerowaliśmy brzegiem.

17. Handlarze – na naszej plaży niestety sporo było takich zaczepiających „naganiaczy”. Nie byli złośliwi, czasem tylko upierdliwi, a czasami zabawni.

         Wielu z nich znało kilka słów, zwrotów po polsku – m.in. „bardzo tanio” (litości  ), a byli tacy, którzy raz przedstawiali się jako Coca Cola, a innym razem jako John Travolta 😀 .

Dominikana

18. Słońce jest bardzo mocne i zdradliwe. Koniecznie trzeba stosować kremy z filtrem, czapki, okulary, żeby uniknąć poparzeń, porażenia słonecznego, czy udaru cieplnego.

Dominikana

19. Szczepienia – nie są potrzebne jakieś specjalne szczepienia.

         Jeśli chodzi o biegunki i dolegliwości żołądkowo-jelitowe, to warto przed wyjazdem przyjmować probiotyk, a podczas pobytu pić wodę butelkowaną i myć nią zęby. I ogólnie zachowywać podstawowe zasady higieny – przede wszystkim myć ręce przed jedzeniem, po wyjściu z toalety itp. (to niby takie oczywiste i proste, ale z przerażeniem obserwuje, że wiele osób tego nie robi…)

         Jedliśmy wszystko i nie mieliśmy żadnych dolegliwości, a mąż i dzieci są alergikami.

         Mam nadzieję, że może komuś się przyda to, co napisałam. Są to moje subiektywne odczucia i wrażenia. Byliśmy tam dwa tygodnie, to dość krótki czas, żeby dobrze poznać miejsce. Dominikana nas zachwyciła, moglibyśmy tam zostać na zawsze. 🙂

Dominikana

         Tak, czy siak, to były przecudowne wakacje i jeśli się wahacie, czy macie jakieś obawy, to naprawdę warto tu przyjechać. My już tęsknimy za piękną i gościnną Dominikaną. 

/Wszystkie fotki zostały wykonane przez nas i są naszą największą pamiatką z tej wyprawy. 🙂 /

Dzieci i ich radość życia

       Pojawił się ostatnio w internecie filmik/pastisz pokazujący, co by było, gdyby mamy zaczęły się zachowywać jak dzieci … w negatywnym sensie, jako odpowiedź na nawoływanie do pozostawania dzieckiem. Wszystko pięknie, tylko jedna uwaga – czy gdzieś ktoś mówił, żeby dorośli zachowywali się jak rozkapryszone i rozwydrzone bachory…

       Chodzi o sposób patrzenia na świat, o spontaniczną radość, o spuszczenie z tonu. Ale w dzisiejszych czasach jest moda na plan, sztywne reguły, podręcznikowe działania. Nie ma miejsca na intuicję, na uczucia i emocje. W rezultacie dzieci nie są wychowywane, tylko HODOWANE.

        Panuje jakieś idiotyczne przekonanie, że osoba dojrzała ma „naburmuszoną” minę, robi tylko to, co wypada i oczywiście wie wszystko (to znaczy na ogół tak jej się tylko wydaje).

        Ludzie stają się cyborgami i tworzą kolejnych sztucznych ludzi. Co wcale nie oznacza, że mają jakieś zasady i są dobrzy…

        Pokażmy swoim dzieciom, że jesteśmy omylni, że popełniamy błędy, to najlepsza szkoła życia, ale pokazujmy też, że mamy cele, dążymy do czegoś, że ciągle mamy marzenia i próbujemy je spełniać. Dzieci zawsze wyłapią sztuczność i sprzeczności. Dla nich mniej ważne jest to, co mówimy, ale bardzo ważne jest, to, co robimy.

        Postawmy na przepiękny, intuicyjny instynkt macierzyński. Pokażmy, że nie jesteśmy idealni, bo ideał jest zbyt subiektywny i dla każdego z nas, co innego oznacza. Wspierajmy się, zamiast gnębić i sprawiać przykrość. Szanujmy, ale wyznaczajmy granice. Wychowujmy, a nie kupujmy i przekupujmy. A przede wszystkim kochajmy, przytulajmy i bądźmy wsparciem…

Święta

          Święta Bożego Narodzenia są dla mnie synonimem dzieciństwa, radości i beztroski. To czas, który możemy pięknie wykorzystać i zarażać się wzajemnie cudownym nastrojem. W tym roku usłyszałam od swoich dzieci piękne słowa: „wiesz mamo, w tych świętach wcale nie chodzi o prezenty, ale o to, że jesteśmy razem, miło i wesoło spędzamy czas”. I jestem z tego powodu strasznie dumna.

          Niestety wielu ludzi psuje nastrój tych świąt narzucając sobie różne rzeczy… Wielkie imprezy z odległą rodziną, z którą widują się raz na rok i niewiele mają wspólnego; mnóstwo jedzenia, które potem wyrzucają; sprzątanie jakby sprzątali tylko ten raz w roku; wszystko według zegarka i na pokaz; do tego duże ilości alkoholu i kobiety marudzące przez cały grudzień, że nie mają na nic czasu…

          Lepiej spotkać się w kameralnym gronie i czuć się swobodnie, luźniejsza atmosfera sprzyja dobremu nastrojowi, nie trzeba wtedy grać… Jedzenie – po co tyle tych potraw, zróbmy kilka odświętnych dań, a nie kilkadziesiąt, przygotujmy je wspólnie, ale nie szykujmy dla całej armii, wydaje mi się, że w świętach nie chodzi o obżarstwo… Sprzątanie… często mam wrażenie, że to jest przede wszystkim pokaz dla sąsiadów, bo trzepanie pięć razy tego samego dywanu w ciągu dwóch tygodni jest osłabiające. Zresztą ja zawsze powtarzam, że staram się o dom dbać na bieżąco, a nie od święta, dlatego nie muszę robić jakiś generalnych porządków… Alkohol – jest dla ludzi i w umiarkowanych ilościach może sprawić przyjemność, nie trzeba spadać pod stół, żeby dobrze się bawić…

          Dość marudzenia 🙂 Dlaczego ja tak uwielbiam te święta. Cały grudzień jest u nas magiczny… Na początku grudnia przyozdabiamy dom, zazwyczaj tylko w środku, bo to nas ma cieszyć i ludzi, którzy nas odwiedzają. / Kiedyś jeden pan mi powiedział, że wcale tych moich lampek na zewnątrz nie widać… 🙂 , nie mógł się nadziwić dlaczego…

          Pierniczymy 🙂 , czyli wspólnie robimy domowe pierniczki, zazwyczaj około trzy razy. Pierwsze znikają od razu. Często w szykowaniu i ozdabianiu pierniczków towarzyszy nam rodzina lub przyjaciele. Te pierniczki to było moje marzenie, od kiedy pierwszy raz przeczytałam „Dzieci z Bullerbyn”. Robimy je rok rocznie, od jakichś dziesięciu lat.

          Nie zawsze to nam wychodzi, ale staramy się wysyłać tradycyjne kartki świąteczne. W tym roku będą własnoręcznie zrobione. I znowu podkreślam, że ważne jest, żeby nic sobie nie narzucać, bo planowanie zabiera cały urok…

          Dzieciaczki odliczają czas do świąt przy pomocy kalendarza adwentowego, słuchamy świątecznej muzyki i oglądamy wspólnie świąteczne filmy (zazwyczaj przed świętami, bo w święta wolimy spędzać czas na wspólnych zabawach) – w tym roku udało nam się znaleźć starą bajeczkę z czasów mojego dzieciństwa „Gwiazdkowy prezent” ( The Christmas Toy, Jima Hensona), polecam serdecznie, dzieci były zachwycone, a mi się łezka w oku zakręciła… Staramy się też przeczytać wspólnie przed świętami wspaniałą i ciągle aktualną „Opowieść wigilijną” Karola Dickensa.

          Choinkę zazwyczaj przywozimy do domu i ubieramy w Wigilię, zawsze żywą (mamy pana, które specjalnie po to hoduje choinki), to jest tradycja z mojego rodzinnego domu, którą uwielbiam, bo podkreśla wyjątkowość tego dnia. 🙂

          I tak już ze mną jest, miał być krótki wpis (pewnie już ostatni w tym roku), a wyszło jak zwykle… 🙂 Życzę Wszystkim moim kochanym Czytelnikom wspaniałych, radosnych, pachnących choinką i pierniczkami, rozśpiewanych i bardzo rodzinnych Świąt. :*

Las harmonii

       Piękny las, magiczny, tajemniczy, czasem trochę straszny… Ale zawsze działa kojąco, jest bramą do innego świata, zaczarowanymi wrotami. Przez taki portal codziennie wracam do domu, mojego azylu, miejsca spokoju i radości, gdzie troski znikają.

       Ten las to moje duchowe katharsis, pozwala mi zachować równowagę. Przenosi mnie do lepszego świata, świata miłości, dobrych słów, wzruszeń, uniesień, ale i drobnych niesnasek, szczerych zachowań.

       Udało mi się stworzyć dom, o którym zawsze marzyłam (ale też taki, jaki miałam w dzieciństwie), przyjazny, serdeczny, mięciutki jak pluszowy miś i otulający jak ulubiony kocyk, pachnący pyszną kawą i domowym jedzeniem, dom pełen śmiechu i rozmów. Dom złożony z ludzi, którzy się kochają i którzy dobrze o sobie myślą.

       Wspólnie mamy wielką moc, bo jednak człowiek to „stadne zwierzę”. Ważne tylko, żeby wybierać właściwych ludzi. Mnie otaczają wspaniałe osoby, ale też zawsze staram się widzieć w ludziach dobro i co jest niesamowite, znajduję je…

       Wielu ludzi ma wizję dotyczącą tego jak powinno wyglądać czyjeś życie. Całe mnóstwo ludzi, którzy mnie nie znają, wymyśla scenariusze, zazwyczaj negatywne, bo dla wielu ludzi, którzy są nieszczęśliwi, namiastką szczęścia jest niedola innych… Strasznie to smutne…

       A ja życzę dobrze nawet tym ludziom, którzy myślą i mówią o mnie i mojej rodzinie złe rzeczy, bo nie chcę być taka jak oni… Bardzo mi smutno, że poświęcają swój cenny czas i marnują energię bez sensu, zamiast tworzyć, działać, rozwijać się.

       A ja mam swój świat, to jest świat Ani z Zielonego Wzgórza, pozytywnej, uroczej dziewczyny, która wierzy, że dobro zawsze zwycięża, która nie chowa uraz, bo marzy tylko o tym, żeby było miło i radośnie, żeby ludzie byli zadowoleni z siebie i swojego życia. Niestety wiem, że to nie brzmi dobrze, gorzej, to nie brzmi dorośle, to jest niepoważne…

       Spójrzmy na przyrodę, bez naszej obecności panuje w niej idealna harmonia, porządek, cykliczność. Potężny Wszechświat i my małe kropeczki, krótkie chwile. Tak mało mamy wszystkiego i tak trwonimy to, co dostajemy, jakby nasze życie nie miało końca…

       Życie jest piękne, tylko trzeba się starać, nie ma nic za darmo. A ludzie, którzy źle myślą o innych, tak naprawdę bardzo źle myślą o sobie i jest im lżej, kiedy przeleją złe emocje.

       A las będzie zawsze, jego szum wyciszy i zrozumie wszystkie przeżycia, jego potęga uświadomi jak błahe są nasze troski. Przyroda przyniesie ukojenie…

Kibicowanie ma moc

          Kibicowanie ma niesamowitą moc jednoczenia ludzi. To jest ta magia sportu, która pozwala nam rywalizować w cywilizowany i pokojowy sposób. A dziedziną sportu, która jest znana na większości kontynentów i którą fascynują się miliony ludzi na całym świecie jest piłka nożna, zachwycająca nieprzewidywalnością…

          Kibicowanie własnej drużynie w czasach względnego pokoju na świecie jest formą patriotyzmu, bo nie oszukujmy się odrobina takiej zdrowej i rozsądnej przynależności narodowej jest nam w życiu bardzo potrzebna.

          Osobiście nie przepadam za rozgrywkami ligowymi… Nie rozumiem jak można wybrać jakiś klub i mu kibicować, skoro stale zmieniają się w nim piłkarze, ale oczywiście to moje subiektywne odczucie… Natomiast kibicowanie w Mistrzostwach Europy, czy Świata, to już zupełnie inna bajka… A w tym roku, nasza kochana drużyna dostarcza nam tylu pozytywnych emocji, że nawet osoby, które niezbyt interesują się sportem dziś wieczorem obowiązkowo powinny kibicować w tej historycznej rozgrywce.

          POLSKA-PORTUGALIA! ĆWIERĆFINAŁ! Dawno nie byliśmy tak dumni!

          Tworzymy właśnie nową historię, a Polacy nie raz udowadniali, że potrafią. Mamy wspaniałych sportowców i w ogóle wspaniałych ludzi, więc bez kompleksów sięgajmy po najwyższe trofea.

          DO BOJU KOCHANA POLSKO!

          Już jesteśmy dumni, ale z wielką nadzieją czekamy na dzisiejszy mecz…

Czerwone usta – kim jesteś…

                Czerwone usta są dla mnie jednym z synonimów przebojowości. Oczywiście są kobiety, które mocno malują się na co dzień i wtedy aktem odwagi jest wyjście no make up. Ja mam różne opory, kwestia wychowania, środowiska, charakteru pracy… Dużo rzeczy ma na to wpływ.

                Dlaczego te czerwone usta? Bo one w moim przypadku są symbolem przełamywania barier. Jestem generalnie zadowolona z siebie i swoich dokonań, ale ciągle pracuję nad sobą i mam w sobie dużo pokory. Ciągle szukam, chociaż w wielu dziedzinach się spełniam, ale ciągle mi mało.

                Wielu ludzi myśli, że może bezkarnie oceniać innych, mówić o nich złe rzeczy na przykład dlatego, że są znane globalnie lub w lokalnym środowisku. Każdy ma swoje uczucia, ma też cechy, które pokazuje na zewnątrz, ale też takie, które zostawia dla najbliższych.

                Bardzo lubię z dystansu patrzeć na wszystko, a ludzie kochają klasyfikować:

– kobieta, czyli matka, żona, służąca

– mężczyzna – pan i władca

– osoba cicha, bez charakteru

– głośna – na pewno wredna

– ładna, czyli głupia

– umięśniony – zbir, itd… itd…

                I tak powstają nieszczęsne stereotypy. A tak naprawdę całe nasze życie jest względne, nic nie jest jednoznaczne i zanim podejmiemy się jakiejkolwiek oceny zawsze najpierw przeanalizujmy i przemyślmy nasze wypowiedzi.

                Słowa są ważne, gdyby nie były, nie rozwinęlibyśmy tej formy komunikacji. To w jaki sposób korzystamy z mózgu odróżnia nas od wszystkich innych form życia. Niestety wiele osób nie tylko nie umie z tego mózgu korzystać, ale boi się lub nie robi tego z lenistwa, bo tak prościej.

                Nienawidzę oceniania…, a czemu nie zamienić go na chwalenie, prawienie komplementów, dlaczego nie powstrzymać się od złych słów.

                A co mają do tego moje tytułowe czerwone usta? – to jest również synonim lęku przed oceną. Bo czy mi wypada? A w sumie, dlaczego nie? Czy kogoś tym skrzywdzę? Nie, w najgorszym przypadku zaburzę czyjeś poczucie estetyki, ale bez przesady, jeśli komuś się nie podobam, nie musi na mnie patrzeć.

                Nie lubisz tatuaży – nie rób ich sobie, nie lubisz kolczyków – nie przekłuwaj uszu, nie podoba ci się kombinezon – noś sukienki. Nie narzucaj innym swojego myślenia, bo nie masz pewności, czy to jest prawda absolutna. Kto ma prawo wyznaczać zasady. Myślę, że najważniejszą regułą jest, żeby starać się być dobrym człowiekiem. Starać się, bo czasami nawet mimowolnie nie jesteśmy dobrzy. Każdy z nas błądzi, ale zawsze można próbować naprawić swój błąd.

                Ludzi wbrew pozorom gubi nadmierna pewność siebie – jestem kimś, bo mam dobry zawód, czy kasę. Prędzej, czy później okazuje się, że jedyne co mamy, to drugi człowiek. To osoba, która lubi w nas wszystko, naszą wyjątkowość – czasami coś, co wydaje się nam naszą wadą, może okazać się w przyszłości największą zaletą i znakiem rozpoznawczym.

                Najważniejsza jest spójność. Od momentu kiedy przestałam na siłę spełniać oczekiwania ludzi, kiedy zobaczyłam, że cechy mojego charakteru, z którym walczę, być może są jednak moim atutem, czuję się lepiej ze sobą, bo nie muszę udawać.

                To nie znaczy, że możemy się zatrzymać, ruch jest potrzebny, nasze życie się zmienia, świat się zmienia, jeśli stoimy w miejscu, to niestety się cofamy, musimy nadążać.

                I co z tego, że na przykład gry komputerowe nie są moją wielką pasją, ale szanuję ludzi, dla których są całym życiem i z tego powodu orientuję się w znanych tytułach i mniej więcej wiem, o co w tym chodzi. To jest tylko przykład. Miło jest, jeśli ktoś nie podzielając naszej pasji, potrafi się nią zainteresować i docenić nasze oddanie sprawie. Nie zamykajmy się na innych ludzi, bo być może ten szalony pasjonat zmieni świat, jak nieraz się już w historii zdarzało. To tak jak jest na przykład z Einsteinem. Ludzi, którzy tak naprawdę rozumieją jego teorie związane z fizyką jest stosunkowo mało, ale znają go wszyscy i słowa o życiu, które wypowiadał, zrozumie każdy.

                Nie trzeba znać się na wszystkim, ale warto doceniać pasje drugiego człowieka. Może właśnie dlatego między ludźmi dzieje się źle, bo czasami mają obok niesamowitą osobę, a traktują ją jak kogoś gorszego, bo nie próbują jej poznać i zrozumieć, bo nie pasuje do stereotypu.

 

                P.S. I znów niespodzianka. Bałam się, że jak zacznę czytać inne blogi, to nie będę potrafiła napisać nic od siebie. Błąd, inni ludzie i ich spojrzenie na świat, to kolejna porcja inspiracji. Ściskam mocno 🙂 i lecę szukać okazji na czerwone usta 😉 .

Dzisiaj – Wielkanoc

                Dzisiaj króciutki świąteczny wpis. Jeszcze raz życzę Wszystkim, aby nie tylko święta, ale również pozostałe dni naszego życia, były piękne, szczęśliwe i radosne, a przede wszystkim, żeby dopisywało nam zdrowie, bo wszystko inne, jesteśmy w stanie zdobyć.

                Dzisiaj mój blog na chwilę zamieni się w fotobloga. To będą migawki z moich Świąt. Wspólnie wykonane potrawy, pisanki i koszyczki dla Wielkanocnego Zajączka, który przyniósł drobne upominki. I miłe chwile spędzone z Przyjaciółmi. Zamiast leżenia przed telewizorem – spacer (a pogoda była naprawdę piękna), a zamiast objadania się – kilka partyjek rummikuba. 🙂 Czytaj dalej Dzisiaj – Wielkanoc

świąteczny nastrój

                Uwielbiam Święta za wszystko, ale najbardziej za możliwość tworzenia własnej tradycji i za pielęgnowanie rodzinnego ogniska. Święta niezależnie od wyznania i poglądów są wspaniałym czasem dla rodziny, a świąteczny nastrój pretekstem do zacieśniania międzyludzkich więzów. Wszyscy możemy się poczuć lepiej, o ile nie sprowadzimy tych cudownych chwil do mycia okien, trzepania dywanów, ton wyrzucanego później jedzenia, obżarstwa i pijaństwa.

Czytaj dalej świąteczny nastrój

OO-NYE

     Unaj (oo-nye) to po furbijsku (lub jak my mówimy po furbiańsku) znaczy ty i takie imię otrzymał nasz czworonożny członek rodziny – maltańczyk (pojawił się w czasie miłości dzieci do Furby, takich gadających zabawek ?).

    To puchate, białe cudo jest z nami od roku i rozkochało w tej rasie wiele osób.

    Nasz pies jest naprawdę grzeczny, miły, przyjazny i serdeczny. Mało szczeka (w przeciwieństwie do wielu podobnych wielkością psów) i posiada włosy, a nie sierść, więc nie robi bałaganu w mieszkaniu i nie uczula.

    Chcieliśmy mieć pieska w domu i początkowo myśleliśmy o yorku, ale jak zaczęliśmy czytać o małych rasach, zakochaliśmy się w maltańczyku i stało się…, ale nie żałujemy, że jest z nami, a dzieci go wprost uwielbiają.

    Nie jest też, aż tak trudny i kosztowny w utrzymaniu, jeśli się opanuje podstawowe wiadomości i jest się systematycznym.

 

 

Nowy początek…

    Pierwsza w tym roku kawka na tarasie… naszego Domu… wiosna budzi się do życia…

   Co rok czuję się, jakbym rodziła się na nowo, z wiosną.

    Pomimo, że zima ma wiele uroków, to właśnie wiosna daje nadzieję na kolejne wspaniałe przeżycia, na nowe, nieznane, inne…

    Jeśli miałabym wybrać jaki okres w roku jest moim najukochańszym, to byłaby to wczesna wiosna. Budząca się do życia przyroda, zawiązki liści, pierwsze delikatne kwiaty, cudowny zapach zieloności wygrzanej pierwszymi promykami coraz dłużej świecącego słońca.

    Wszystko staje się prostsze…

    Myślę, że niedługo przylecą bociany… Postanowiliśmy, że ich przylot uczcimy ogniskiem i będzie to nasze prywatne „Święto Bociana”.

    Żyjemy tu i teraz, cieszmy się każdą chwilą, zakotwiczmy się w teraźniejszości, bo to ona, nie przyszłość, czy przeszłość jest najważniejsza, bo to ją stale kreujemy i na nią mamy wpływ. Myślmy dobrze o sobie i o innych, bo jest w nas dużo dobra, tylko je chowamy z różnych przyczyn.

    Uff… Udało się, pierwszy post. Bądźcie wyrozumiali, pozdrowionka 🙂