Odczaruj poniedziałek

                Dzisiaj temat wagi superlekkiej, bo wszystko wokoło jest ciężkie – poniedziałek (trudno się przekonać do tego dnia…); słońce jest tylko rano, a potem szaro-buro jak ostatnio bywa codziennie; a w pracy… szkoda gadać – nawet najwytrwalszy optymista sięga dna… Dlatego… odczaruj poniedziałek.

                Już nie będę narzekać, każdy jest pewnie dziś zmęczony. Poniedziałek… odczarujmy go wspólnie. Tak mnie wciągnęło to pisanie, że myśl o nowym poście pomogła mi jakoś wytrwać w pracy . Pewnie jest to rodzaj psychoterapii, autoterapii, ale daje świetne efekty, wraca mi zapał, szalony dziecięcy zachwyt, kiedy robię coś miłego, radosnego.

                Mój poniedziałek i każdy zły dzień próbuję zmienić za pomocą muzyki. Dźwięki potrafią dać mnóstwo dobrej energii. Muzyka jest w moim życiu od kiedy pamiętam i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Jest ze mną wszędzie, jeśli nie gra gdzieś w pobliżu, to gra w mojej głowie .

                Na początek polskie kawałki (naprawdę jesteśmy twórczy i będę stale to podkreślać, że możemy być w wielu dziedzinach dumni z naszych Rodaków). Dziś dwa utwory Tabb & Sound’n’Grace, które puszczone rano i supergłośno, powodują przypływ energii, zachęcają do działania…

                To akurat moje dzisiejsze polskie typy, chociaż jest ich znacznie więcej.

                Zza granicy, niezmiennie, od kiedy się pojawił, uwielbiam utwór „Live my life” Far East Movement (obowiązkowo wersja z Redfoo z LMFAO, zespołu, który ma duży dystans do siebie, grupa składa się z jaskrawych, kolorowych i zabawnych ludzi – od razu chce się ubrać szalony strój i potańczyć z nimi).

                Drugi anglojęzyczny kawałek, którego mogę wciąż słuchać to „Sky full of stars” grupy Coldplay. Mam słabość do tego zespołu od zawsze, za cudownie uspokajający głos wokalisty i frontmana, rozpoznawalny styl oraz zawsze pozytywne przesłanie, pomimo czasami melancholijnego wydźwięku. Również teledysk nakręca optymistycznie. Zresztą, jeśli jeszcze nie znacie, oceńcie sami.

                Oprócz pobudzającej muzyki, dodajmy jeszcze dawkę wyciszenia na ulubionym pufiku, przy płonącym w kominku ogniu (w który mogę się wpatrywać godzinami), z pyszną kawusią ze świeżo zmielonych ziaren i moim „twórczym” zeszytem (czasami piszę od razu na komputerze, ale jakoś papier i długopis bardziej sprzyjają wenie).

                Jak zawsze ściskam mocno i … pamiętajcie, już jutro wtorek, czyli zbliżamy się do piątku .

                A tak już na koniec, odczarowywanie poniedziałku w moim wydaniu .

                Jakieś 10 razy dobierałam kostki i nadal nie miałam 30. punktów, żeby wyjść na stół…, ale gra i tak była fajna   , a w międzyczasie dokończyłam pisanie. Ale kto ma pecha w grach i kartach, ma szczęście w miłości… Stale się tak pocieszam .

„Mały Książę”, co nam w duszy gra…

          Mały Książę symbolizuje nasze wnętrze, coś z czym się rodzimy, i coś, co najlepiej, żeby z nami zostało do końca życia. Dziecięca wiara w ludzi, w dobro, w miłość, o której czasem zapominamy.

         Obejrzeliśmy całą rodzinką piękny film „Mały Książę” na motywach książki Antoine’a de Saint-Exupery’ego, pod tym samym tytułem. Bajka ta jest przecudowna, mądra, wzruszająca, opowiada historię dziewczynki, której mama próbuje ją, poprzez odpowiednią szkołę, wciągnąć w korporacyjny świat. Na szczęście, przypadek sprawia, że poznaje ona Lotnika, a dzięki niemu historię Małego Księcia i zaczyna rozumieć, co tak naprawdę jest w życiu istotne.

         Wydawało mi się, że nie można już lepiej pokazać ważnych życiowych spraw niż w „Małym Księciu”, a jednak… Klasyka przeniesiona w dzisiejsze szalone czasy, ze smakiem, pięknie zrealizowana. Na seans przygotujcie chusteczki i przytulcie się na kanapie… Oprócz tematyki, bardzo znanej (ale stale aktualnej) klimat tego uroczego filmu tworzą rysunki zaczerpnięte z oryginalnej książki (tworzone przez de Saint Exupery’ego) i cudowna, delikatna muzyka.

         Stale wracam do „Małego Księcia” i na każdym etapie życia, odnajduję w nim coś nowego, wydaje mi się, że coraz bardziej rozumiem, jaki jest jej przekaz. Prawie każde zdanie jest megacelną myślą, którą możemy wykorzystać jako inspirację w naszym codziennym życiu.

         Myślę, że prawie wszyscy kojarzą najbardziej znany cytat z „Małego Księcia”, że „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”… Ja wybrałam kilka równie inspirujących, ale to zaledwie garstka:

My jednak, którzy dobrze rozumiemy życie, kpimy sobie z cyfr.

Wiesz, gdy jest bardzo smutno, to kocha się zachody słońca.

„[…] jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie.

„- nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości -powiedział różom. Nikt Was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.

Jeśli kochasz kwiat, który znajduje się na jednej z gwiazd, jakże przyjemnie jest patrzeć w niebo. Wszystkie gwiazdy są ukwiecone...”

         To dzięki dziecięcej ciekawości, niestereotypowemu myśleniu, dochodzimy do wielkich rzeczy. Nie pozwólmy, żeby ktoś nas tworzył, bądźmy sobą, zawsze. Naprawdę warto. Nie obawiajmy się marzeń, to pierwszy krok do osiągnięć, ale musimy trochę zaryzykować – efekty mogą nas bardzo zaskoczyć.

         Kolejny raz w życiu zrobiłam niestandardowy krok i nie żałuję, bo odnalazłam w tym tyle radości. A jeśli dzięki mojej energii, chociaż jedna osoba pomyśli, że ma fajne życie, to moje działania będą miały jeszcze większy sens. Potrzebujemy siebie nawzajem, więc szanujmy to, co dają nam inni ludzie. Nie budujmy murów z bezsensownych uprzedzeń, nie szukajmy zła, a znajdziemy dobro. Bądźmy dla siebie życzliwi i kulturalni. Przeczytajcie sobie jeszcze raz „Małego Księcia” i pomyślcie, czy mamy aż tyle czasu, by go bezsensownie tracić…

         Jeśli ktoś nie przepada za czytaniem, „Mały Książę” jest też dostępny w formie audiobooka – świetna sprawa na umilenie czasu w podróży, całej rodzinie. Książka w takiej postaci nadal pełni ważne funkcje, rozbudza naszą wyobraźnię, skupia naszą uwagę i zmusza do refleksji.

         Ostatnia rzecz zainspirowana książką „Mały Książę” to stara piosenka, pod tym samym tytułem, wykonywana pierwotnie przez Kasię Sobczyk i w odrobinę nowszym wydaniu, zrealizowana przez Teatr Buffo, a śpiewana przez Katarzynę Groniec. Polecam, posłuchajcie i przenieście się na chwilę w świat wyobraźni, przypomnijcie sobie Wasze dziecięce marzenia. Nigdy nie jest za późno, żeby do nich wrócić, a może nawet je URZECZYWISTNIĆ.

Dzień Kobiet

                Dzisiaj o kobietach i kobiecej przyjaźni. Tak jakoś mnie natchnęło przed Dniem Kobiet… Dzień Kobiet – super święto i moje Przyjaciółki, które zawsze dawały mi „pałera”.

                Uwielbiam Dzień Kobiet, jak chyba każda kobieta. Z rozrzewnieniem wspominam, jak chłopcy z naszej klasy w podstawówce, złożyli się sami na słodkości w prezencie dla nas. Niedobrze się stało, że w naszym kraju uważa się to święto za niepotrzebne, „komunistyczne” i propagandowe. Tym bardziej, że jest to Międzynarodowy Dzień Kobiet, świętowany w bardzo wielu krajach i na prawie wszystkich kontynentach. Prawdopodobnie wywodzący się z Matronaliów, obchodzonych w Starożytnym Rzymie, święta związanego z początkiem roku, macierzyństwem i płodnością, kiedy mężowie obdarowywali swoje żony i spełniali ich życzenia (jak tu nie kochać Włoch ❤ ). Dzień Kobiet jako święto obchodzone 8. marca, zostało ustanowione w 1910 roku w Kopenhadze, jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet.

                Reasumując, dzięki tamtym kobietom, nam się żyje lepiej, możemy realizować się zawodowo, głosować, dyskutować itd. Bardzo się cieszę, że żyję w takich dobrych czasach, a gdybym żyła wcześniej, to pewnie byłabym jakąś sufrażystką albo inną bojowniczką .

                Przyjaciółki… to one po raz setny wysłuchiwały wszystkiego, znają nas czasami lepiej niż bliscy, mają dla nas czas i nawet jeśli w dorosłym życiu widujemy się rzadko, to takie spotkania są kopniakiem do przodu. My kobietki powinnyśmy się wspierać, a nie ze sobą walczyć. Kultywujmy więc babskie spotkania, na których możemy poplotkować o ciuchach, pielęgnacji, domu, pracy, ale w taki miły sposób, bez zastanawiania się, czy na przykład wypada coś powiedzieć, czy nie.

 

                Staram się nie zapominać o dziewczynach, które na różnych etapach mojego życia, miały na mnie duży wpływ. Każdy pretekst jest dobry, żeby zorganizować fajne spotkanie – w domu, w knajpce, nad wodą… Wystarczy kilka telefonów, wiadomość na facebooku , a wrażenia… niezapomniane… Panowie też mogą mieć wiele korzyści z takich „babskich” wyjść i spotkać się „po męsku” 

 

                Kończąc dzisiejszy post, przesyłam wszystkim „MOIM DZIEWCZYNOM” buziaki, prześlijcie je dalej…

                Panów również serdecznie pozdrawiam!

                Wszystkich zapraszam do komentowania na stronie lub na facebooku. 

Toskania – moje włoskie Mazury…

     Chyba nie można nie zakochać się we Włoszech, coś magicznego jest w tym kraju, może dlatego, że tyle zachowało się tam budowli, architektury z różnych czasów, że jest to kolebka Europy. I do tego przepięknie położona geograficznie: Alpy, Apeniny, Adriatyk, Morze Śródziemne. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i pomimo, że wiele jest pięknych miejsc na świecie, to Włochy, a szczególnie Toskanię, będę zawsze darzyć miłością.

     Klimat, krajobrazy, jak dla mnie idealne. Ludzie mili, otwarci, nawet późnym wieczorem można bez strachu pospacerować z dziećmi po okolicy, a market otworzą ci, chociaż towar już podliczony i pora późna.
A do tego przepyszne wino, idealne lody pistacjowe i inne smakołyki.

     Nie udało nam się jeszcze zwiedzić Florencji, ale za to byliśmy w Sienie i oczywiście Pizie, oba miejsca znane i godne polecenia. Mnie urzekło Montepulciano, którego zarysy mogliśmy podziwiać już z miejsca, w którym mieszkaliśmy i Aquaviva, pozytywna wioseczka z charakterem i imprezą o wdzięcznej nazwie Live Rock Festival Of Beer.
Moja Rodzinka wspomina zawsze jak została namówiona na kilkukilometrowy spacer (piękna okolica ?), obiecałam im pyszną pizzę, a tu niestety sjesta i nici z jedzonka ?

     Nawet nasz apartament miał taki fajny toskański klimat.
Wydaje mi się, że już po naszym powrocie, skusiłam się na obejrzenie filmu „Pod słońcem Toskanii” – fabuła nie jest jakaś porywająca, ale warto obejrzeć ze względu na piękne krajobrazy i żeby mieć pojęcie, czego możemy się spodziewać po Toskanii.

     Oczywiście Montepulciano było obowiązkowe ze względu na sagę Zmierzch (tak wiem, wiem?, ale po prostu mi się te książki podobają, najzwyczajniej w świecie, dobrze się je czyta). Kręcono tam ekranizację 2. części. Oczywiście na żywo wygląda to trochę inaczej, ale i tak bardzo fajnie. Do siedliska najważniejszych Wampirów, czyli Volterry już nie dotarliśmy, ale wszystko przed nami.

    Bardzo fajnie jest pojechać samochodem, widoki obłędne i zawsze można się skusić na obejrzenie mniej znanych, a równie ciekawych miejsc. Zjechanie z autostrady też gwarantuje piękne przeżycia.

    Ciekawa jestem Waszych doświadczeń z wyjazdów do Włoch, chętnie dowiem się czegoś, a może znacie jakieś magiczne miejsce godne polecenia.

     My mieszkaliśmy w Poggio Olivo, cudne wiejskie klimaty, obłędne widoki, spokojna okolica. Właściciel wynajmuje jeszcze drugi dom, większy, który nie stoi już tak na uboczu. Pan podjeżdża na motorze i można się z nim dogadać po angielsku, poza tym sprzedaje świetne wina, makarony, przyprawy i różne inne lokalne produkty. Jeśli nastawiamy się na zwiedzanie jest to świetna baza wypadowa. Natomiast odległość do morza jest spora, więc nie jest to miejsce na wakacje nad wodą.

 

 

     Kolejny pierwszy raz w życiu… zakładam konto na Facebooku ?, a myślałam, że już nigdy się nie skuszę. Mam nadzieję, że to poprawi komunikację z Wami, moimi Czytelnikami. ?

    Internecie przybywam ! ? Drżyjcie ?

    I jeszcze anegdota  (tak dawniej określało się zabawne historie z życia wzięte 😉 ) dotycząca facebooka:
    Mój mąż z naszym przyjacielem (panowie po trzydziestce, z hipsterskim zarostem na twarzy i w koszulkach z czachą i nazwą „metalowego” zespołu) pojechali na zakupy do pewnej sieciówki… Kiedy już wybrali interesujące ich produkty, podeszli do kasy. Klientów obsługiwała młoda, sympatyczna dziewczyna i tak do nich mówi:
– Jest zniżka dla klientów, którzy mają konto na Facebooku.
A nasi zabawni Panowie na to:
– A co to jest ta fejsbuka? ?
Pani niestety nie załapała i zaczęła tłumaczyć dwóm „podstarzałym” panom (notabene z kontami na Facebooku), że to taki portal społecznościowy… LOL

    Kończąc tym optymistycznym akcentem, pozdrawiam wszystkie odrealnione dinozaury ???, które bawiły się na podwórku i pierwszy telefon komórkowy miały na studiach ?, a jednak dają sobie radę na „fejsbuce” i w internecie…

Sielskie życie

     Bardzo chcę się cieszyć, chociaż pogoda ostatnio mnie dobija… Dawno już doszłam do wniosku, że działam na baterie słoneczne…, a słońca ostatnio jak na lekarstwo… Nie napiszę niestety, że wstaję pełna energii, bardziej zmartwychwstaję,  szczególnie do pracy… ? i tyle marudzenia… Miało być pozytywnie, więc znajdziemy to nasze słońce w sielskich klimatach ?

     Przepraszam za brzydkie słowa, ale nie chcę przelukrować, nie jestem tylko słodką babeczką z polewą toffi i cukrową posypką.?

    Dzisiejszy post to moja tęsknota za wiosną, dzień staje się dłuższy, pierwsza kaffka na tarasie zaliczona i pierwsze rowerowanie po zimie również. Nasza radość niestety trwała krótko, więc dzisiaj trochę powspominam na fotografiach zeszłoroczną wiosnę i lato.
Wiosna kojarzy mi się z wsią, cudowną, spokojną, wcześniej mazurską, a teraz również mazowiecką. Oazą szczęścia, spokoju, moją ładowarką, która pozwala mi przetrwać w codziennych zmaganiach z rzeczywistością, nie zawsze pokrywającą się z moimi wyobrażeniami o idealnym życiu i pracy.

     Oprócz mojej własnej sielanki, nakręca mnie sielska seria – gazety „Sielskie Życie” i „Sielska Kuchnia” – cudownie wydane, na świetnym papierze, ze wspaniałymi fotografiami i artykułami. Uwielbiam te czasopisma, przypominają mi o moim sielskim dzieciństwie na Mazurach.

     Moja domowa przystań odcina mnie od niepotrzebnych nerwów, odstresowuje… A kawa i fajna gazetka powoduje, że znów mam zapał. Nie dajmy się wciągnąć w ten zimowo-nostalgiczny obraz za oknem, kupmy wiosenne kwiatki, albo poduszkę w wesołym kolorze. Ja np. dzisiaj załatwiłam sobie taki wiejski owies, będę z niego miała piękną zieloną trawkę na święta.

    A jutro mała sobota ?, czyli środa i może obudzi nas piękny wschód słońca.

    Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do dzielenia się własnymi spostrzeżeniami w komentarzach. ?

P.S. Chciałam jeszcze dodać, że większość zdjęć, które zamieszczam na moim blogu jest mojego autorstwa. Dzisiejsze memy również wymyśliłam i wykonałam sama – mam nadzieję, że się Wam spodobają.

Pozdrawiam słonecznie, papa ?

Rodzinne szaleństwa planszówkowe

    Jestem mamą, która lubi fajnie spędzać czas z dziećmi, rodziną. Dzieckiem czasów, w których nie było gier komputerowych (były, ale nie aż tak dostępne ?). Trudno przecenić zalety gier planszowych, warto się dać wciągnąć w rodzinne szaleństwa planszówkowe – świetna zabawa gwarantowana.

    Chcę pokrótce omówić te, które ostatnio przypadły do gustu mojej rodzince. W necie jest mnóstwo stron recenzujących gry, sporo informacji można też znaleźć na youtube – właśnie tak znalazłam te tytuły.
Gry testowane na rodzince 2+2, w tym dzieci w wieku 10 i 8 lat oraz rocznym maltańczyku, który w chwilach nieuwagi co nieco miesza w rozgrywce ? (lubimy grać na podłodze ?)

    Po pierwsze Super farmer – tak naprawdę gra matematyczna, prosta, ale w swej prostocie niesamowicie inteligentna. Mamy planszę, na której zakładamy farmę. Wygrywa ten, gracz, który uzbiera przynajmniej po jednym zwierzątku z każdego rodzaju. I tak jak w życiu, każde stworzenie ma inną wartość, najtańsze są króliki, najdroższy jest koń, zwierzętami można handlować – np. 6 królików wymieniamy na 1. owcę. Dodatkową atrakcją są wilk i lis, które przeszkadzają w tworzeniu naszej farmy oraz psy, które chronią poszczególne zwierzęta. Ciekawostką jest w jaki sposób ta gra powstała i to zachęciło mnie do niej bardzo mocno (wymyślił ją wybitny polski matematyk w czasie okupacji hitlerowskiej w celu ratowania domowego budżetu, a każdy egzemplarz był wykonywany domowymi metodami).

    Kolejna gra, przy której za każdym razem świetnie się bawimy, to Catan (my posiadamy wersję podstawową, ale gra ma różne warianty i rozszerzenia). Planszę przed grą trzeba ułożyć z sześciokątów, które obrazują dobra jakie możemy posiadać. Gracze dostają na planszy dwie osady i dwie drogi. Drogi mogą przedłużać, a osady przebudowywać w miasta za pomocą odpowiednich surowców. Surowce otrzymują w zależności od tego przy sześciokącie z jaką ilością oczek mają zbudowaną osadę – 1 surowiec lub miasto -2 surowce. Gra jest ciekawa, ponieważ uczy planowania, handlowania, troszkę przypomina Monopoly.

    Ostatnia gra, o której chcę dziś opowiedzieć to Rummikub. Gra matematyczno-logiczna polegająca na jak najszybszym wyzbyciu się swoich kostek poprzez układanie na stole grup (kostek o tym samym numerze, a różnych kolorach) oraz serii (kostek o kolejnych numerach w tym samym kolorze). Gra bardzo przypomina karcianego remika. Uczy spostrzegawczości i planowania oraz matematycznego kalkulowania.

    Nieraz też „produkowaliśmy” z dziećmi nasze własne gry, wszystkie pomysły dozwolone, tylko ważne, żeby ustalić jednolite zasady, aby uniknąć zażartych kłótni. Grając w planszówki, podobnie jak w karty trzeba zawsze ustalić, czy wszyscy rozumieją zasady, nie warto wzbudzać chorej rywalizacji, ale też zawsze warto pokazywać, że wygrana, czy przegrana jest potrzebna po to, żeby się fajnie pobawić.

    Serdecznie zapraszam do komentowania, Wasze opinie pomogą mi w tworzeniu tej stronki, a obiecuję, że postaram się ją stale ulepszać.
Motywem przewodnim mojego pisania będzie zawsze pozytywne nakręcanie, wbrew pogodzie, złym opiniom, ogólnemu zniechęceniu. Każdy z nas ma w sobie coś fajnego, warto to wydobyć.
Proszę o wyrozumiałość, bo moje działania są intuicyjne, ale dyskusja i konstruktywna krytyka są równie potrzebne, co miłe słowa.

    Pozdrawiam cieplutko i zacznijcie jutro dzień od uśmiechnięcia się do kogoś, na początek do swojego odbicia w lustrze.

Orientacyjne ceny gier:
Catan 90-100zł., Rummikub ok.80zł., Super Farmer 40-60zł.

OO-NYE

     Unaj (oo-nye) to po furbijsku (lub jak my mówimy po furbiańsku) znaczy ty i takie imię otrzymał nasz czworonożny członek rodziny – maltańczyk (pojawił się w czasie miłości dzieci do Furby, takich gadających zabawek ?).

    To puchate, białe cudo jest z nami od roku i rozkochało w tej rasie wiele osób.

    Nasz pies jest naprawdę grzeczny, miły, przyjazny i serdeczny. Mało szczeka (w przeciwieństwie do wielu podobnych wielkością psów) i posiada włosy, a nie sierść, więc nie robi bałaganu w mieszkaniu i nie uczula.

    Chcieliśmy mieć pieska w domu i początkowo myśleliśmy o yorku, ale jak zaczęliśmy czytać o małych rasach, zakochaliśmy się w maltańczyku i stało się…, ale nie żałujemy, że jest z nami, a dzieci go wprost uwielbiają.

    Nie jest też, aż tak trudny i kosztowny w utrzymaniu, jeśli się opanuje podstawowe wiadomości i jest się systematycznym.

 

 

„Tajemnicze znalezisko”

     Szukamy inspiracji w podróżach i obserwując nasze autorytety, a czasami okazuje się, że największym motorem naszych działań, mogą być najbliżsi. Chciałabym podzielić się pięknym wypracowaniem, które napisała (jako pracę domową) moja dziesięcioletnia córeczka.

     Pokazuje to, że dzieci są naszym największym skarbem, o który trzeba mocno dbać, ale nad którym trzeba też pracować. Warto pokazywać im piękno świata i zachęcać do rozwijania się.

     Czytaliśmy naszym dzieciom od pierwszych dni życia, i dzięki temu teraz bardzo lubią czytać. Marysia dosłownie „połyka” książki, a efekty… przeczytajcie sami… Czytaj dalej „Tajemnicze znalezisko”

PIĄTEK, PIĄTECZEK, PIĄTUNIO…

     I jak to mówi mój synek: PIĄTUŚ.

      Już od rana lepiej się czuję, mimo, że pogoda nie jest zbyt radosna. Piątek nastraja mnie bardzo pozytywnie do życia. Nawet dzień w pracy mija szybciej.

     I to właśnie takie proste radości, jak zbliżający się weekend, powodują, że życie jest takie piękne.

     Pyszne kolorowe kanapki z bułeczek zrobionych w domu na śniadanie z rodzinką, 
tulipany pasujące do wystroju wnętrza, kupione przez kochającego męża, 
 
pufik za 40zł. upolowany przez przypadek w biedronce, a pasujący do wizji pokoju, 
czy „Gwiezdne Wojny” obejrzane w trakcie ferii wspólnie z rodziną. Niby zwykłe rzeczy, a tak ważne. Chwile, do których wracamy, które tworzą nastrój i dzięki którym się uśmiechamy. 
 
     Powtarzam się, ale życie jest fajne, nie warto ględzić, marudzić, doszukiwać się drugiego dna, lepiej myśleć i żyć dobrze. Cieszyć się z drobiazgów… Ja codziennie rano cieszę się, że mieszkamy w końcu we własnym domku, a nie w bloku, że siadamy razem do posiłków, spędzamy razem czas, bawimy się, gadamy, wymyślamy nowe słówka i wdrażamy terapię śmiechem, chichotem i rechotem…
 
     A na koniec kawałek, który ostatnio dodaje mi energii, szczególnie włączany megagłośno:
 
 

Porządek w szafce z przyprawami

     Stale narzekamy na brak czasu (co nas często frustruje), więc warto pomyśleć w jaki sposób się nie napracować, a posiadać ładny, czysty dom. W tym dziale postaram się pokazać moje patenty na wygodniejsze życie.

     W dzisiejszej odsłonie pojemniczki na przyprawy.

     Wielokrotnie kupujemy kolejne zioła, a ponieważ niezbyt ładne i niefunkcjonalne opakowania sklepowe mieszają nam się w szafce, to często nie wiemy, co mamy i niepotrzebnie je gromadzimy.

     Zastosowałam bardzo prosty sposób – pojemniczki szklane z korkami, podpisane wodoodpornym markerem, bo moim zdaniem tak jest schludniej i łatwiej je umyć. Kosztują one kilka złotych – te moje z lokalnej „hurtowni wszystkiego” za ok. 3zł. za sztukę. Dążę do prostoty, bo ozdobniejsze rzeczy łatwiej się kurzą, ale można zaszaleć z ładnymi etykietami, drewnem, koronką – ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia… Nie mam w kuchni żadnych półeczek, ale jak ktoś lubi takie ozdoby, może poustawiać pojemniczki na półeczce. Tylko taka ekspozycja, niestety pięknie będzie zbierała tłusty kurz kuchenny i będzie wymagała częstszego sprzątania.
 
 

 
 

      Zapraszam do dzielenia się swoimi pomysłami, ewentualnie do wrzucania fotek Waszych „przyprawników”, mam nadzieję, chociaż odrobinę zainspirowanych tym postem.